Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Samar 1944

FAKTY W PIGUŁCE

Data:25 października 1944
Konflikt:II wojna światowa (1939 − 1945)
Miejsce:65 mil na wschód od wyspy Samar, Morze Filipińskie
Rezultat:zwycięstwo Amerykanów

STRONY KONFLIKTU

vs
Cesarstwo Japonii   Stany Zjednoczone

DOWÓDCY

Takeo Kurita vs Clifton A. F. Sprague

LICZEBNOŚĆ ARMII

4 pancerniki;
6 ciężkich krążowników;
2 lekkie krążowniki;
11 niszczycieli;
30 samolotów kamikaze
vs 6 lotniskowców eskortowych;
3 niszczyciele;
4 niszczyciele eskortowe;
samoloty z grup Taffy 1, 2 i 3

STRATY

3 ciężkie krążowniki; vs 2 lotniskowce eskortowe;
2 niszczyciele;
1 niszczyciel eskortowy

Bitwa koło wyspy Samar miała miejsce 25 października 1944 r. w czasie II wojny światowej. W starciu tym zespół pancerników i ciężkich krążowników wiceadm. Takeo Kurity zmierzył się z grupą lotniskowców eskortowych kontradm. Cliftona A. F. Sprague'a. Bitwa zakończyła się sukcesem Amerykanów, którzy skutecznie odparli atak znacznie silniejszego przeciwnika. Bitwa była jednym z czterech starć wchodzących w skład bitwy o zatokę Leyte.

Tło wydarzeń

***

Poniżej znajduje się jedynie mocno skrócony opis wydarzeń poprzedzających bitwę koło wyspy Samar. Zainteresowanym tematem polecam przejście do obszernego opracowania bitwy o zatokę Leyte, której bitwa ta była częścią.

***

W drugiej połowie 1944 r. w dowództwie sił zbrojnych USA toczył się spór o najlepszy sposób ostatecznego pokonania przeciwnika przegrywającego kolejne bitwy, lecz wciąż walczącego z ogromną determinacją. 26 lipca na spotkaniu w Pearl Harbor, na które przybył nawet prezydent USA, zdecydowano się na forsowany przez gen. MacArthura wariant filipiński. Zakładał on opanowanie leżącej w centrum Archipelagu Filipińskiego wyspy Leyte i przekształcenie jej w dogodną bazę operacyjną do dalszych działań. Powodzenie operacji pozwoliłoby Amerykanom odciąć macierzyste wyspy Japonii od bogatych w strategiczne surowce naturalne rejonów Indochin i Indonezji.

Środkowe Filipiny

Środkowe Filipiny

Desant na Leyte poprzedziły ataki Amerykanów na wyspę Morotai, archipelag Palau, Formozę (Tajwan) oraz naloty na niektóre wyspy Archipelagu Filipińskiego. Podczas tych operacji znacznie osłabiono siłę lotnictwa japońskiego operującego w rejonie Filipin, co miało duże znaczenie dla planowanej operacji desantowej. Operacja główna rozpoczęła się 17 października od oczyszczenia z min podejścia do Leyte oraz zdobycia niewielkich wysepek leżących u wrót zatoki. 19 października okręty wsparcia ogniowego ostrzelały przyszłe miejsca lądowań, a następnego dnia flota inwazyjna rozpoczęła przerzucanie ludzi i sprzętu na ląd. Stacjonująca na Leyte jedna dywizja japońska nie miała najmniejszych szans na odparcie ataku, więc dowódcy japońscy postanowili bronić się dopiero w głębi lądu. Dzięki temu już pierwszego dnia operacji kosztem niewielkich strat Amerykanie zdobyli spore przyczółki i wysadzili na brzegu ponad 130 000 ludzi oraz mnóstwo niezbędnego zaopatrzenia.

Tymczasem głównodowodzący Cesarskiej Floty adm. Soemu Toyoda ogłosił stan alarmowy operacji Sho-1. Opracowany dużo wcześniej plan zakładał połączenie rozproszonej floty japońskiej oraz użycie jej w obronie Filipin i doprowadzenie do decydującej bitwy. Poniesiona przez Japończyków w czerwcu 1944 r. na Morzu Filipińskim dotkliwa klęska, mimo użycia w niej setek samolotów, pokazała, że lotnictwo pokładowe Cesarstwa Japonii ma swoje dni świetności dawno za sobą. W takiej sytuacji w nadchodzącej bitwie główną rolę miały odegrać ciężkie działa pancerników i krążowników, a pozostałe przy życiu lotniskowce japońskie dostały jedynie rolę wabika, który miał odciągnąć z rejonu zatoki Leyte możliwie największą liczbę lotniskowców nieprzyjaciela.

Flota japońska użyta w operacji Sho-1 składała się z czterech osobnych zespołów:

  • Siły główne w postaci Zespołu Uderzeniowego A wiceadm. Kurity: superpancerniki Yamato i Musashi, pancerniki Nagato, Kongo i Haruna, ciężkie krążowniki Atago, Takao, Maya, Chokai, Haguro, Myoko, Kumano, Suzuya, Tone, Chikuma, lekkie krążowniki Yahagi i Noshiro oraz 15 niszczycieli. Zespół ten wyruszył z kotwicowiska na wyspie Brunei 22 października rano i miał przedostać się do Zatoki Leyte przez cieśninę San Bernardino, płynąc dalej wschodnim wybrzeżem wyspy Samar.
  • Zespół Uderzeniowy C wiceadm. Shoji Nishimury: pancerniki Fuso i Yamashiro, ciężki krążownik Mogami, oraz cztery niszczyciele. Były to okręty wydzielone z sił głównych Kurity. Ich zadanie polegało na przedostaniu się do Zatoki Leyte od strony cieśniny Surigao w celu odciągnięcia części amerykańskich sił od zespołu głównego. W morze wyruszył kilka godzin po okrętach wiceadm. Kurity.
  • Zespół Ciężkich Krążowników wiceadm. Kiyohide Shimy: ciężkie krążowniki Nachi i Ashigara, lekki krążownik Abukuma oraz cztery niszczyciele. Zespół ten wyruszył z przybrzeżnych wód Japonii i miał połączyć się z okrętami wiceadm. Shoji Nishimury.
  • Zespół Uderzeniowy Lotniskowców wiceadm. Ozawy: lotniskowiec Zuikaku, lekkie lotniskowce Zuiho, Chitose, Chiyoda, pancerniki lotnicze Ise i Hyūga, lekkie krążowniki Oyodo, Tama, Isuzu oraz 8 niszczycieli. Zespół ten stacjonował na wodach przybrzeżnych Japonii i wyszedł w morze jako pierwszy już 20 października.

Skomplikowany plan operacji Sho-1 zaczął psuć się w momencie, gdy 23 października (tj. dzień przed zlokalizowaniem lotniskowców Ozawy) okręty Kurity zostały dostrzeżone i zaatakowane przez amerykańskie okręty podwodne w przejściu Palawan. Atak torpedowy okazał się niezwykle skuteczny: Japończycy bezpowrotnie utracili dwa ciężkie krążowniki, a jeden ciężko uszkodzony okręt tego typu musiał wycofać się z dalszego rejsu. Następnego dnia doszło do zaciętej bitwy lotnictwa pokładowego USA z zespołem ciężkich okrętów wiceadm. Kurity na Morzu Sibuyan, w której Japończycy utracili superpancernik Musashi, a kilka innych okrętów doznało mniej lub bardziej poważnych uszkodzeń. Wstrząśnięty dużymi stratami Kurita rozkazał wycofanie się z operacji Sho-1 i dopiero po interwencji głównodowodzącego japońskiej floty adm. Soyemu Toyody główny zespół japońskich okrętów powrócił na poprzedni kurs. Powstałego w ten sposób kilkugodzinnego opóźnienia względem południowego zgrupowania okrętów nie dało się już jednak odrobić, co miało fatalny wpływ na los okrętów wiceadm. Nishimury, który uparcie trzymał się ustalonego harmonogramu. W efekcie nad ranem 25 października zespół południowy stoczył bitwę w cieśninie Surigao bez wsparcia sił głównych Kurity i został niemal doszczętnie zniszczony przez okręty kontradm. Oldendorfa, nie osiągając żadnego sukcesu.

Przebieg bitwy

Lotniskowce eskortowe w opałach

Dwie minuty po zatopieniu niszczyciela Asagumo z zespołu okrętów wiceadm. Nishimury, kontradm. Oldendorf otrzymał wstrząsającą informację o pojawieniu się potężnego zespołu nieprzyjacielskich okrętów atakujących po drugiej stronie zatoki Leyte w odległości 65 mil od brzegu wyspy Samar zgrupowanie lotniskowców eskortowych . Sprawcą zamieszania był oczywiście wiceadm. Kurita i jego potrzaskana na Morzu Sibuyan główna część Cesarskiej Floty. Przez całą noc 24/25 października japońskie okręty szły w stronę cieśniny San Bernardino prosto pod lufy czekających tam rzekomo Amerykanów. W rzeczywistości wyjście z cieśniny było puste, gdyż okręty Halseya pomknęły naprzeciw nadciągającym z północy lotniskowcom Ozawy. Takiego obrotu sprawy Kurita nie spodziewał się nawet w najśmielszych marzeniach. Mimo wszystkich wcześniejszych przeciwności losu plan operacji Sho-1 sprawdził się doskonale i jego okręty dostały szansę zadania druzgocącego ciosu inwazyjnej flocie stojącej w zatoce Leyte.

Lotniskowiec eskortowy USS Gambier Bay

Lotniskowiec eskortowy
USS Gambier Bay

Wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy Samar znajdowały się jedynie trzy grupy lotniskowców eskortowych (w sumie 16 okrętów tego typu) kontradm. Thomasa L. Sprague'a zgrupowane w zespół oznaczony numerem TG 77.4. Lotniskowce eskortowe nie miały szczególnej renomy we flocie. Część z nich przerobiono w pośpiechu ze statków handlowych, ale większość zbudowano metodą taśmową w stoczniach Henry'ego Kaisera. Mogły wziąć na pokład od 12 do 18 samolotów i były wykorzystywane głównie do osłony własnych okrętów lub wsparcia działań na lądzie, natomiast zupełnie nie nadawały się do bezpośrednich akcji bojowych czy operacji w wielkim stylu. Teraz miały zmierzyć się z ciężkimi krążownikami i pancernikami Kurity.

Pół godziny po wschodzie słońca obserwatorzy najbardziej wysuniętej na północ grupy okrętów (oznaczonej kryptonimem Taffy 3) zostali zaalarmowani ogniem przeciwlotniczym słyszalnym z północnego zachodu. Jakiś czas potem, o godzinie 6.46, na ekranie radarowym lotniskowca Fanshaw Bay pojawiła się plamka światła, a z radia dobiegła japońska rozmowa. Początkowo uznano to za żart, ponieważ żaden Japończyk nie miał przecież prawa przebić się przez doskonale strzeżoną cieśninę San Bernardino, lecz już wkrótce na pokład amerykańskiego okrętu dotarł pierwszy meldunek z samolotu rozpoznawczego o czterech pancernikach i ośmiu ciężkich krążownikach nieprzyjaciela. Dowodzący grupą Taffy 3 kontradm. Clifton A. F. Sprague wzburzony tą informacją zażądał natychmiastowego potwierdzenia obecności Japończyków na wodach Morza Filipińskiego, po chwili pilot zameldował o idących na południe okrętach z masztami w kształcie pagód!

Atak Kurity

Jeśli w tej chwili ktoś w amerykańskim zespole wątpił w grożące niebezpieczeństwo, widok wyłaniających się z mgły okrętów przeciwnika musiał pozbawić go jakichkolwiek złudzeń. Pierwszy z odległości 35 000 jardów ogień do Amerykanów otworzył Yamato, po nim do akcji włączały się kolejne okręty Kurity, lecz salwy były na razie niecelne. Sprague natychmiast zszedł z kursu północnego na wschodni i z maksymalną prędkością 17.5 węzła ruszył w stronę niewielkiego szkwału, który mógł dać jego okrętom chociaż niewielką osłonę, kazał też wypuścić na wroga wszystkie dostępne samoloty oraz postawić gęstą zasłonę dymną.

W momencie zlokalizowania przez japońskich lotników okrętów kontradm. Sprague'a, zespół Kurity podzielony był na cztery osobne grupy. Najbliżej Amerykanów znajdowały się niszczyciele osłony, a następnie grupy ciężkich krążowników: 7 dywizjon krążowników w składzie Kumano, Suzuya, Chikuma, Tone od strony wschodniej i 5 dywizjon krążowników (ciężkie krążowniki Haguro oraz Chokai) od zachodniej. Za 7 dywizjonem szły pancerniki Kongo i Haruna, za piątym − Yamato i Nagato, szyk zamykały dwie eskadry niszczycieli oraz dwa nowoczesne lekkie krążowniki Noshiro i Yahagi. Widząc przed sobą cenny łup, Kurita nakazał wszystkim grupom okrętów atak bez oglądania się na pozostałych oraz... wysłał do spoczywającego od ponad półtorej godziny na dnie morza wiceadm. Nishimury rozkaz przyłączenia się do ataku!

Bitwa koło wyspy Samar

Bitwa koło wyspy Samar

Sytuacja Amerykanów z każdą sekundą stawała się bardziej dramatyczna: odległość pomiędzy wrogimi flotami zmniejszała się niepokojąco szybko, pociski wybuchały coraz bliżej lotniskowców, a szkwał deszczowy musiał się w końcu skończyć. Jedyną nadzieją Sprague'a było jak najszybsze połączenie się z okrętami Oldendorfa, a to wymagało zmiany kursu na południowy. Manewr ten wiązał się jednak z ogromnym ryzykiem, ponieważ w trakcie wykonywania zwrotu Japończycy mogli „ściąć zakręt” i skrócić w ten sposób dystans, co dla Amerykanów byłoby wyrokiem śmierci. Na szczęście Kurita nie przewidział zamiaru przeciwnika i w trakcie zmiany kursu szedł bezpośrednio za lotniskowcami wroga, czym w znacznej mierze zaprzepaścił szansę na rozbicie grupy Taffy 3.

Tymczasem do walki zaczęły włączać się amerykańskie samoloty, skupiając na sobie część uwagi japońskich załóg. Pierwsza na Japończyków uderzyła grupa sześciu samolotów torpedowych Avenger (z powodu pośpiechu niektóre maszyny były nieuzbrojone) pod dowództwem kmdr. ppor. Edwarda P. Huxtable'a. Jeden z ciężkich krążowników Kurity został podczas tego ataku trafiony w rufę dwiema 500-funtowymi bombami i wkrótce po tym zastopował.

Kontratak niszczycieli

Jeszcze przed wyjściem ze szkwału deszczowego Sprague wydał rozkaz ataku torpedowego trzem towarzyszącym jego grupie lotniskowców niszczycielom. Pierwszy do akcji włączył się USS Johnston, który już od godziny 7.10 brał udział w nierównej walce artyleryjskiej z czołowym okrętem Kurity, ciężkim krążownikiem Kumano. Dowódca niszczyciela kmdr. ppor. Ernest K. Evans po odebraniu rozkazu ataku zwiększył prędkość okrętu do 25 węzłów, przeciął obłoki zasłony dymnej i rozpoczął szarżę na nieprzyjaciela, cały czas prowadząc gwałtowny ogień z dział artylerii głównej. Gdy odległość do krążownika wynosiła ok. 10 000 jardów, niszczyciel oddał pełną salwę 10 torped i ponownie skrył się w zasłonie dymnej. Do celu doszła tylko jedna torpeda, ale ze względu na dużą odległość ataku trzeba to uznać za duży sukces, ponieważ flagowy okręt 7 dywizjonu przestał się liczyć w dalszym pościgu. Uszkodzony krążownik szybko wytracił prędkość, a dowodzący dywizjonem wiceadm. Shirashi musiał przenieść swą flagę na krążownik Suzuya i nie odegrał już znaczącej roli w bitwie. Za swój sukces Johnston zapłacił wysoką cenę: około godziny 7.30 w niszczyciel trafiły trzy 14-calowe granaty z pancernika oraz trzy 6-calowe pociski z lekkiego krążownika. Trafienia zabiły wielu ludzi, wyeliminowały rufową maszynownię i kotłownię, przerwały dopływ prądu do urządzeń sterowniczych oraz do trzech rufowych dział i gdyby nie ucieczka do wnętrza szkwału deszczowego, los Johnstona byłby zapewne przesądzony.

Siedem minut po Johnstonie do ataku na pancernik Kongo ruszył flagowy okręt osłony, dowodzony przez kmdr. ppor. L. S. Kintbergera niszczyciel Hoel. Po wyjściu z zasłony dymnej odległość między okrętami wynosiła 18 000 jardów, a gdy spadła poniżej 14 000 Hoel otworzył ogień z dział kalibru 127 mm, oczywiście nie wyrządzając na pancerniku poważnych zniszczeń. Japończycy odpowiedzieli na ogień zuchwałego okrętu ze swoich najcięższych dział i o godzinie 7.25 Hoel został trafiony w pomost, tracąc całą łączność. Mimo to dwie minuty później Amerykanie odpalili cztery torpedy, ale idący pełną parą pancernik wyminął je i mimo wykonywanego zwrotu oddał kolejną celną salwę, która zdemolowała rufę niszczyciela, wyrwała z podstaw działa, uszkodziła maszynownię oraz co najgorsze − zablokowała ster. Ranny okręt z uszkodzonym sterowaniem przez chwilę szedł wprost na stalowego giganta, wydawać by się mogło, że nic już nie było w stanie go uratować, lecz nadludzkim wysiłkiem załodze okrętu w ostatniej chwili udało się przejść na sterowanie ręczne i Hoel jeszcze przez moment zachował zdolność do walki. Z bardzo bliskiej odległości odpalił drugą półsalwę torped w stronę ciężkiego krążownika Haguro i podczas rozpaczliwej próby odwrotu ostrzeliwał się z japońskim pancernikiem oraz kilkoma ciężkimi krążownikami. Niestety za brawurową akcję okręt zapłacił najwyższą cenę. W ciągu kilku następnych minut kadłub Hoela został trafiony przez 40 pocisków różnych kalibrów. O godzinie 8.55 płonący wrak niszczyciela poszedł pod wodę z niemal całą załogą.

O godzinie 7.42 do ataku poszedł ostatni z niszczycieli osłony, USS Heermann. Niewielki w porównaniu z japońskimi kolosami okręcik uderzył na trzy ciężkie krążowniki i idące w niewielkiej odległości za nimi dwa pancerniki wroga, przeciwstawiając swoje 5 dział 127 mm kilkudziesięciu działom najróżniejszych kalibrów. O dziwo pierwsza faza tego nierównego pojedynku należała do Amerykanów. Stalowe giganty były dla niszczyciela łatwym celem, natomiast rozpędzony do kilkudziesięciu kilometrów na godzinę Heermann okazał się celem niemożliwym do namierzenia. Niestety po pewnym czasie Japończycy wstrzelali się w cel i raz za razem kadłubem niszczyciela wstrząsały kolejne eksplozje rozrywanych pocisków. O godzinie 7.54 mocno uszkodzony już Heermann zdołał odpalić wiązkę siedmiu torped w stronę krążownika Haguro, a sześć minut później trzy kolejne pociski w odległy o zaledwie 4400 jardów pancernik Haruna, jednak żadna z torped nie dosięgła celu. Po opróżnieniu wszystkich wyrzutni, okręt rozpoczął pośpieszny odwrót i jako jedyny z trójki niszczycieli miał przetrwać bitwę.

Ciężki krążownik Chikuma podczas bitwy koło Samar

Ciężki krążownik Chikuma podczas bitwy koło Samar

W chwili rozpoczęcia szarży Heermanna kmdr. Sprague wydał rozkaz ataku ostatnim okrętom, które choć na chwilę mogły opóźnić pościg zespołu Kurity i dać kilka dodatkowych minut lotniskowcom eskortowym, czyli czterem niszczycielom eskortowym. Okręty te były przeznaczone głównie do osłony i konwojowania, ale „na wszelki wypadek” miały na pokładzie trzy wyrzutnie torped. Wkrótce pierwszy z niszczycieli eskortowych Samuel B. Roberts znalazł się w odległości 3000 jardów za atakującym Heermannem z zamiarem zaatakowania wrogiego ugrupowania. Przed atakiem niszczyciele wytworzyły tak gęstą zasłonę dymną, że Samuel B. Roberts zdołał podejść na odległość 4000 jardów, odpalił trzy torpedy i rozpoczął odwrót, cały czas ostrzeliwując się z ciężkim krążownikiem, szczęśliwie unikając trafień. Jednak los był łaskawy dla Amerykanów tylko do czasu. O godzinie 8.51 niszczyciel został trafiony po raz pierwszy, następne trafienia wyłączyły z walki jedno z dwóch dział 127 mm. Uszkodzony okręt walczył nadal i w ciągu niecałej godziny wystrzelił prawie 300 pocisków głównego kalibru.

Atak dwóch pozostałych niszczycieli eskortowych (Dennis i Raymond) okazał się równie nieskuteczny co atak pierwszego, z tym że trafień nie uzyskali również Japończycy. Natomiast ostatni z niszczycieli znajdował się w niekorzystnej do ataku pozycji i wziął udział jedynie w walce artyleryjskiej, próbując choć trochę odciągnąć uwagę japońskich pancerników i krążowników od lotniskowców eskortowych.

Walka lotniskowców eskortowych

Ataki torpedowe niszczycieli i niszczycieli eskortowych okazały się mało skuteczne, niewiele też dały naloty lotnictwa. Z szyku wypadł tylko jeden uszkodzony krążownik, a inny ciężki krążownik oraz pancernik Yamato w wyniku gwałtownego manewrowania pozostały lekko z tyłu i także przestały liczyć się walce. Pozostałe okręty Kurity dopędziły już siły główne kmdr. Sprague'a i oskrzydliły je z dwóch stron. Dwa ciężkie krążowniki zaszły zespół lotniskowców eskortowych z lewej burty, z prawej burty atakowały dwa inne ciężkie krążowniki i kilka niszczycieli (obie grupy krążowników znajdowały się w odległości zaledwie 10 000 jardów), nieco z tyłu płynęły trzy pancerniki. Amerykanie dwoili się i troili, ale za pomocą pojedynczych działek 127 mmm nie mogli wiele zdziałać. Mimo to artylerzyście z lotniskowca St. Lo udało się trzykrotnie trafić w ciężki krążownik i wzniecić na nim spory pożar. Równie skuteczny był ogień z lotniskowca Kalinin Bay: uzyskano dwa trafienia w krążownik i jedno w niszczyciel. Najlepiej spisali się artylerzyści z lotniskowca White Plains. Udało się im aż sześciokrotnie ugodzić ciężki krążownik Chokai, co doprowadziło do wyłączenia jednej z dziobowych wież okrętu, który wytracił także prędkość. Ale te wszystkie uszkodzenia nie były w stanie zatrzymać potężnie opancerzonych okrętów Cesarskiej Floty, które rozpoczęły likwidację zespołu Sprague'a.

Kolejny manewr zarządzony przez amerykańskiego dowódcę o godzinie 8.00 doprowadził do wyeksponowania pozycji lotniskowca Gambier Bay, na którym skupiła się główna uwaga japońskich okrętów. W regularnych odstępach czasu wokół lotniskowca i na jego kadłubie zaczęły wybuchać pociski pochodzące z kilku wrogich jednostek. W wyniku doznanych uszkodzeń prędkość Gambier Bay zmalała do 11 węzłów, a odległość między czołowymi japońskimi krążownikami zaczęła bardzo szybko spadać. Wkrótce ciężki krążownik Tone prowadził ostrzał z odległości 3000 jardów, co praktycznie było odległością walki „na białą broń”.

Ostanie chwile lotniskowca Gambier Bay

Ostanie chwile lotniskowca Gambier Bay

Na pomoc zagrożonemu okrętowi, który utrzymywał się na powierzchni z dużym trudem i z coraz widoczniejszym przechyłem, próbowały przyjść z pomocą niszczyciele Johnston oraz Heermann. Oba okręty wzięły na cel ciężki krążownik Chikuma, trafiając go kilkukrotnie, nie wyrządzając oczywiście uszkodzeń mogących poważnie zagrozić krążownikowi. Same za to stały się celem kilku japońskich okrętów, kilka pocisków poważnie uszkodziło niszczyciel Heermann i zabiło paru ludzi. Heroiczne wysiłki obu niszczycieli nie na wiele się jednak zdały, los lotniskowca był przesądzony i żadna siła nie była w stanie go uratować. O godzinie 8.50 kapitan okrętu wydał załodze rozkaz opuszczenia jednostki. Była ku temu najwyższa pora, przechył okrętu stawał się niebezpieczny, aż w końcu lotniskowiec przewalił się na lewą burtę i o godzinie 9.11 rozpoczął długą drogę na dno Rowu Filipińskiego.

Ostatni bój Johnstona

Nie skończył się jeszcze artyleryjski pojedynek niszczyciela Johnston z krążownikiem Chikuma, gdy obserwatorzy zauważyli nowe niebezpieczeństwo: oto z północy nadciągał bardzo nowoczesny lekki krążownik Yahagi w asyście czterech niszczycieli z zamiarem wykonania ataku torpedowego. Kmdr. ppor. Ernest K. Evans nie wahał się ani chwili i dał rozkaz stawienia czoła nacierającemu wrogowi. W sytuacji, w której Johnston wyciągał zaledwie 17 węzłów i miał sprawne jedynie dwa działa 127 mm oraz puste wyrzutnie torped, była to decyzja godna największego śmiałka.

O godzinie 8.50 amerykański niszczyciel wynurzył się z zasłony dymnej i wziął na cel krążownik Yahagi. Japoński dowódca, spodziewając się ataku torpedowego, lekko zaskoczony celnym ogniem artyleryjskim nieprzyjaciela, zarządził odwrót i wysłał do ataku towarzyszące mu niszczyciele, ale i one po krótkiej walce podążyły za krążownikiem. Zapewne na decyzję o odwrocie Japończyków miał wpływ także celny ogień prowadzony z samolotów, niemniej to głównie brawurowa akcja niszczyciela Johnston uratowała lotniskowce przed skutecznym atakiem torpedowym. Za ten sukces przyszło Amerykanom drogo zapłacić. Johnston znalazł się w samym centrum ugrupowania wroga, po raz kolejny wdał się w pojedynek z kilkoma ciężkimi okrętami Kurity, walcząc jednocześnie z japońskimi niszczycielami, które szybko wróciły na pole bitwy. O godzinie 9.10 na niszczycielu zostało zniszczone jedno z dwóch sprawnych jeszcze dział 127 mm, a o 9.20 kapitan okrętu zmuszony został do przeniesienia stanowiska dowodzenia na rufę okrętu. Niszczyciel walczył do godziny 9.45, kiedy padł wreszcie rozkaz przerwania ognia i opuszczenia pokładu. Johnston zatonął o godzinie 10.10. W sumie na jego pokładzie zginęło 92 ludzi w tym dowódca okrętu kmdr. ppor. Evans.

Niemal w tym samym czasie dopełnił się los niszczyciela eskortowego Samuel B. Roberts. Do godziny 9.07 trafiło w niego 20 ciężkich granatów. O 9.35 dowódca wydał rozkaz opuszczenia zrujnowanego okrętu. Niszczyciel poszedł pod wodę 5 minut przed Johnstonem.

Odwrót Japończyków

W chwili rozpoczęcia walki koło wyspy Samar grupa lotniskowców eskortowych kontradm. Felixa B. Stumpa (Taffy 2) znajdowała się w odległości 30 mil na południe od zespołu Sprague'a i zajęta była wysyłaniem samolotów w kierunku wyspy Leyte, gdzie toczyły się walki na lądzie. Natychmiast po pojawieniu się okrętów Kurity Stump wezwał swoich pilotów na pokłady lotniskowców i nakazał zatankowanie oraz ponowne uzbrojenie maszyn. Zabrało to trochę czasu, ale wkrótce na pomoc okrętom zespołu Taffy 3 poleciało 36 myśliwców i 43 samolotów torpedowych, natomiast o godzinie 8.33 Stump wysłał drugą falę składającą się z 8 myśliwców i 16 samolotów torpedowych. Ponieważ musiał wysyłać samoloty pod północno-wschodni wiatr, jego zespół zaczął zbliżać się w stronę Japończyków. Pancernik Haruna wziął nawet na cel kilka wysuniętych niszczycieli z osłony Taffy 2, ale ogień ten był całkowicie nieskuteczny.

Skuteczni byli za to amerykańscy piloci. Uszkodzony torpedą ciężki krążownik Chikuma został wyeliminowany z dalszej walki, natomiast trafiony trzema bombami Chokai, rozerwany potężną eksplozją, zatonął w ciągu 15 minut. Szybka utrata dwóch ciężkich krążowników ostatecznie załamała wyczerpanego fizycznie i psychicznie przez wydarzenia kilku ostatnich dni wiceadm. Kuritę. Prowadzący bezwładną walkę i gubiący się w zasłonach dymnych japoński dowódca wydał rozkaz wstrzymania pościgu i skupienia wszystkich sprawnych okrętów wokół pancernika Yamato. Po wojnie przyznał, że decyzja zaniechania pościgu była błędem, ale w czasie bitwy wydawała mu się jedynym słusznym rozwiązaniem. Ataki amerykańskiego lotnictwa stawały się coraz niebezpieczniejsze, skuteczność prowadzonego ostrzału nie była zbyt wielka, na horyzoncie pojawiła się grupa okrętów błędnie rozpoznana jako zespół szybkich i śmiertelnie niebezpiecznych lotniskowców, a zespół Nishimury wg najnowszego meldunku wiceadm. Shimy został doszczętnie rozbity.

Kolejne ataki lotnicze na pancerniki Kurity ostatecznie przekonały go o konieczności wycofania się z walki. O godzinie 9.11 wiceadmirał wydał wszystkim swoim okrętom rozkaz zebrania się na północnym kursie i unikania ataków powietrznych. O godzinie 9.20 ciężkie krążowniki Tone i Haguro, będąc o krok od ostatecznego zwycięstwa, wykonały zwrot i obrały nowy kurs. Dziesięć minut później na północ popłynęły także pancerniki Kongo i Haruna oraz operująca na prawym skrzydle 10 eskadra niszczycieli. Główna faza bitwy koło wyspy Samar dobiegła końca.

Piloci kamikaze

Płonący lotniskowiec St. Lo

Płonący lotniskowiec St. Lo

Odejście zespołu Kurity nie oznaczało jeszcze dla Amerykanów końca bitwy. Około godz. 10.50 pięć japońskich samolotów z lotniska Mabalacat znalazło się nad grupą lotniskowców eskortowych Taffy 3, która próbowała pozbierać się po ataku krążowników i pancerników nieprzyjaciela. Trwało właśnie przyjmowanie powracających z akcji przeciw okrętom Kurity samolotów, gdy jeden z myśliwców Zero rozpoczął lot nurkowy w kierunku lotniskowca Kitkun Bay i ku największemu zdziwieniu Amerykanów spróbował staranować ich okręt, na szczęście nieskutecznie. Dwa inne myśliwce zaatakowały lotniskowiec Fanshaw Bay ale zostały zestrzelone, nim dotarły do celu. Nieskuteczny okazał się także rajd na lotniskowiec White Plains. Tylko jeden pilot-samobójca dopiął swego: kierowany przez niego myśliwiec runął na lotniskowiec St. Lo, przebił się przez pokład okrętu i eksplodował na zapełnionym torpedami i bombami pokładzie hangarowym. Ogromne, podsycane wybuchającymi pociskami i paliwem lotniczym pożary ogarnęły cały kadłub od dziobu po rufę. W piekle kolejnych eksplozji w górę leciały całe samoloty, fragmenty pokładu a nawet ważący kilkadziesiąt ton podnośnik. Wreszcie o godzinie 11.25 gigantyczny wybuch zmiótł St. Lo z powierzchni morza.

Grupa Taffy 3 była tego dnia atakowana jeszcze przez grupę 15 bombowców nurkujących Judy, również pilotowanych przez pilotów-samobójców. Większość maszyn została zestrzelona celnym ogniem artylerii przeciwlotniczej, jednak dwa z nich zdołały staranować lotniskowiec Kalinin Bay, wyrządzając na nim ogromne zniszczenia.

Spokoju nie miała także znajdująca się najdalej na południe grupa Taffy 1. Rankiem nalot pięciu samolotów kamikaze spowodował poważne uszkodzenie dwóch lotniskowców eskortowych. Na domiar złego grupa ta została jeszcze zaatakowana przez japońską łódź podwodną I-56: torpeda uszkodziła lotniskowiec Santee.

Podsumowanie

Bitwa koło wyspy Samar zakończyła się wielkim sukcesem Amerykanów. Dysponujący ogromną przewagą Japończycy stracili trzy ciężkie krążowniki i niszczyciel, trzy ciężkie krążowniki zostały poważnie uszkodzone. Amerykanie utracili dwa lotniskowce eskortowe, dwa niszczyciele oraz niszczyciel eskortowy. Biorąc jednak pod uwagę dysproporcję sił, uratowanie większej części zespołu oraz niedopuszczenie japońskich okrętów w pobliże bezbronnej floty inwazyjnej stojącej na wodach zatoki Leyte należy uznać za ogromny sukces.

Błąd adm. Halseya, który zostawił wyjście z cieśniny San Bernardino niebronione, umożliwił Kuricie przeprowadzenie zaskakującego ataku na zespół lotniskowców eskortowych kontradm. Sprague'a. Mimo miażdżącej przewagi w ciężkich działach Japończycy nie zdołali zniszczyć pośpiesznie uchodzących okrętów wroga. Stało się tak m.in. dzięki stawianiu skutecznych zasłon dymnych, w których dysponujący kiepskim radarem Japończycy nie mogli prowadzić skutecznego ostrzału. Na największą pochwałę zasłużyły też towarzyszące lotniskowcom eskortowym niszczyciele oraz niszczyciele eskortowe, których ataki torpedowe skutecznie wybijały okręty Kurity z szyku i opóźniały ich marsz. Naciskany przez amerykańskie samoloty japoński admirał pogubił się i wydał rozkaz odwrotu w momencie, w którym zespół Sprague'a był na krawędzi zagłady. Odwrót głównego zespołu japońskiego oznaczał fiasko operacji Sho-1 i w konsekwencji doprowadził do utraty wyspy Leyte a następnie całych Filipin.

Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek