Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Zagłada japońskich lotniskowców

Przed wielkim dramatem Japończyków

Gdy w zmasowanym ogniu przeciwlotniczym ginęły kolejne eskadry bombowo-torpedowe, bombowce nurkujące ze wszystkich trzech amerykańskich lotniskowców wciąż były w drodze do celu. Nie wszystkim grupom bombowców udało się odnaleźć japońskie zgrupowanie. Prowadzone przez kmdr. por. Stanhope'a C. Ringa 8 eskadra rozpoznawczo-bombowa i 8 eskadra bombowców nurkujących z lotniskowca Hornet nie odegrały w bitwie znaczącej roli. Po dotarciu w oznaczony przez pilotów Cataliny obszar, Stanhope zdecydował się kontynuować lot w kierunku południowo-zachodnim, lecz oczywiście nie znalazł tam żadnych okrętów wroga. Z powodu kończącego się paliwa nakazał zaprzestanie poszukiwań wszystkim podległym sobie załogom. 21 Dauntlessów powróciło na lotniskowiec, a 14 lądowało na Midway (3 z nich rozbiły się podczas lądowania).

Bombowiec nurkujący SBD-5 Dauntless

Bombowiec nurkujący
SBD-5 Dauntless

Więcej szczęścia miał dowódca grupy lotniczej z lotniskowca Enterprise, kmdr. ppor. Clarence W. McClusky. Po osiągnięciu punktu docelowego i nie odnalezieniu tam okrętów wiceadm. Nagumy, McClusky, podobnie jak Stanhope, przez pewien czas leciał dotychczasowym kursem, lecz po przebyciu 35 mil postanowił zawrócić na północ. Około godziny 10.00 grupa McClusky'ego dostrzegła japoński niszczyciel Arashi, który odłączył się od sił głównych Nagumy w pościgu za amerykańskim okrętem podwodnym Nautilus. McClusky postanowił polecieć kursem niszczyciela, licząc na to, że w ten sposób trafi na nieprzyjacielskie lotniskowce. Niemal w tej samej chwili jego przewidywania zostały potwierdzone przez dowódcę myśliwców z lotniskowca Enterprise, kpt. Graya, który odnalazł zespół Nagumy i złamał ciszę radiową, przekazując dokładny namiar. Krótko po tym McClusky otrzymał od kmdr. Browninga, pomysłodawcy przyspieszonego ataku na Japończyków, rozkaz natychmiastowego uderzenia na lotniskowce. nieprzyjaciela.

Tymczasem ataki eskadr bombowo-torpedowych dobiegły końca. Wykorzystując chwilę spokoju, Japończycy rozpoczęli przygotowania do wysłania grupy uderzeniowej przeciw amerykańskim lotniskowcom. Cała armada wiceadm. Nagumy wykonała zwrot pod wiatr i zwiększyła prędkość, by maksymalnie ułatwić start. W ciągu zaledwie pięciu następnych minut w powietrze miało pójść ponad 100 japońskich samolotów. Pokłady startowe były już pełne grzejących silniki maszyn!

Do startu nigdy jednak nie doszło. Kilka chwil wcześniej (około godz. 10.15) nad zespołem wiceadm. Nagumy pojawiła się grupa kmdr. ppor. McClusky'ego: 6 eskadra rozpoznawczo-bombowa kpt. Richarda H. Besta i 6 eskadra bombowców nurkujących kpt. Wilmera E. Gallahera. Amerykanie mogli bez przeszkód przyjrzeć się japońskiej armadzie i dokładnie wybrać cel. Średnica szyku lotniskowców Nagumy wynosiła wtedy około 8 mil − tworzyły one sobą figurę geometryczną zbliżoną do jednostronnie wydłużonego rombu. Lotniskowiec Akagi wysunięty był najbardziej na zachód, na jego prawym trawersie płynął Soryu, Kaga szedł w tyle za Akagi z jego prawej burty, a lotniskowiec Hiryu był znacznie wysunięty do przodu.

O godz. 10.25 (taki czas podaje autor książki MIDWAY 1942, Maciej Borkowski, natomiast w części innych źródeł mowa jest o godz. 10.22) kmdr. ppor. Clarence McClusky nakazał swoim grupom rozpoczęcie uderzenia: eskadrę kpt. Besta wysłał przeciw Akagi, a sam z eskadrą kpt. Gallahera skierował się na lotniskowiec Kaga.

Lotniskowiec Kaga

Oddajmy na chwilę głos szefowi sztabu eskadry Gallahera, por. Dickinsonowi, który brał udział w ataku na Kagę.

Wciąż byłem zdumiony naszym szczęściem. Marzyliśmy o przechwyceniu japońskich lotniskowców, ale żaden z nas nie wyobrażał sobie sytuacji takiej, gdzie mogliśmy przygotować się do nurkowania bez najmniejszego śladu kontrakcji nieprzyjacielskich myśliwców; sądziliśmy, że japońskie myśliwce spadną na nas ze wszystkich stron. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się nie działo. I wówczas ujrzałem kilka ich myśliwców uwijających się tuż nad wodą [...], kończyli właśnie robotę [...], nasze eskadry samolotów torpedowych atakowały przed nami [...]

Bitwa o Midway, 4 czerwiec, godz. 9.30-10.30

Bitwa o Midway,
4 czerwiec,
godz. 9.30-10.30

Wykonywałem najlepszy lot nurkowy, jaki kiedykolwiek przyszło mi zrobić w życiu. I ci, co wrócili, mówili, że było to ich najlepsze nurkowanie. Schodziliśmy ze wszystkich stron na lewą burtę lotniskowca w pięknych odstępach. Idąc w dół ujrzałem, jak lądują pierwsze bomby na żółtym pokładzie. Wreszcie startowały z niego myśliwce i wówczas upewniłem się i rozpoznałem go − to był Kaga, a dalej Akagi − wielkie imiona w japońskiej flocie! Być może jeden lub więcej spośród jej nowych lotniskowców było lepszych, ale dla nas owe dwa symbolizowały to, co uczyliśmy się zniszczyć.

Lotniskowiec pędził z prędkością 30 węzłów, prosto pod wiatr, i nie usiłował zmieniać kursu. Podchodziłem z lewej burty nieco z tyłu. W tym czasie byłem na 12 tys. stóp i mogłem widzieć w locie nurkowym wszystkie samoloty przede mną.

Szliśmy w dół − bardzo blisko siebie − jeden za drugim, ale żaden samolot nie wlazł innemu na kark − choć mogło się to łatwo przytrafić. Cel był największą satysfakcją, lot nurkowy całej eskadry doskonały [...]

Dostrzegłem, jak padały bomby dowódcy klucza. Uderzyły w wodę po obu stronach lotniskowca. Eksplozje, wybuchy najprawdopodobniej rozszarpywały okręt. Earl Gallaher rzucał następny. Dowiedziałem się potem, że jego wielka bomba trafiła w rufową część pokładu startowego pomiędzy zaparkowane samoloty i spowodowała ogromną eksplozję, która upasła się na benzynie. Wziąłem na cel wielki czerwony krąg z białym obrzeżem − na dziobie. Po zwolnieniu bomby zacząłem patrzeć przez celownik i ujrzałem, jak bomba uderzyła tuż za miejscem, w które celowałem − za owym czerwonym dyskiem otoczonym białą wypustką. Ujrzałem, jak pokład rozrywa się, rozstępuje na wszystkie strony, odsłaniając poniżej wielką część hangaru. Pojąłem, że na tym pokładzie wylądował lub z niego wystartował ostatni samolot. Ta bomba miała zapalnik działający z opóźnieniem, wybuch nastąpił cztery stopy pod pokładem [...]

Po zwolnieniu bomb wyrównałem stery i ustawiłem samolot w takiej pozycji, aby móc obserwować to, co działo się pode mną. Ujrzałem trafienie 500-funtowej bomby wprost przed pomostem bojowym. Dwie bomby 1000-funtowe uderzyły w wysunięte do przodu zaparkowane na tym żółtym pokładzie samoloty.

Lotniskowiec Kaga został trafiony czterema bombami. Pierwsza z nich spadła na pomost bojowy i zabiła m.in. dowódcę okrętu, kmdr. Jisaku Okadę, oraz wielu oficerów sztabu. Druga wybuchła w rufowej części okrętu, gdzie stały gotowe do startu, zatankowane i uzbrojone samoloty. Na pokładzie rozszalało się piekło eksplozji, podsycane wieloma wybuchami zbiorników paliwa, komór amunicyjnych i dwóch pozostałych amerykańskich bomb. Niemal w jednej chwili cały lotniskowiec stał się ogromną kulą ognia. Kmdr. por. Takahisa Amagai, który przejął dowodzenie okrętem po śmierci dowódcy, próbował zapanować nad szalejącym żywiołem. W pewnej chwili wydawało się nawet, że ogień uda się ugasić, lecz wybuch samobieżnej cysterny z paliwem na nowo go podsycił.

Lotniskowiec Kaga

Lotniskowiec Kaga

O godz. 14.10 płonący lotniskowiec stał się celem ataku okrętu podwodnego Nautilus, który uniknął bomb głębinowych niszczyciela Arashi i powrócił na pole bitwy. Atak okazał się jednak nieskuteczny: z trzech odpalonych torped dwie chybiły, a trzecia najprawdopodobniej nie wybuchła.

Około godziny 16.40 padł rozkaz opuszczenia wraku, choć jeszcze przez niemal trzy godziny próbowano uratować płonący lotniskowiec. Niestety los okrętu wstrząsanego potężnymi eksplozjami wewnątrz kadłuba był już przesądzony. O godzinie 19.25 Kaga został dobity torpedami z niszczyciela Hagikaze i poszedł na dno, a razem z nim 811 marynarzy.

Lotniskowiec Akagi

To, co w chwili ataku działo się na pokładzie lotniskowca Akagi, doskonale oddają słowa dowódcy pilotów, kmdr. Fuchidy.

[...] Przygotowania do przeciwuderzenia na wroga trwały na pokładach naszych czterech lotniskowców przez cały czas ataków torpedowych wroga. Jeden po drugim samoloty były podnoszone z pokładu hangarowego i szybko ustawiane na pokładzie startowym. Nie było czasu do stracenia. O 10.20 admirał Nagumo dał rozkaz startu, gdy tylko samoloty będą gotowe. Na pokładzie Akagi wszystkie samoloty były na pozycjach startowych i grzały silniki. W ciągu pięciu minut wszystkie samoloty miały pójść w powietrze.

Pięć minut! Kto mógł przypuszczać, że w tym tak krótkim czasie trend bitwy całkowicie się zmieni?

Widoczność była dobra. Chmury gromadziły się na wysokości 3 tys. metrów i choć zdarzały się w nich luki, to dobrze kryły zbliżające się nieprzyjacielskie samoloty. O 10.24 z pomostu przekazany został tubą głosową rozkaz startu. Oficer startowy machnął białą flagą i pierwszy Zero nabrał szybkości i zniknął z pokładu. W tym właśnie momencie obserwator wykrzyknął: „Nurkowce!” Spojrzałem w górę i zobaczyłem trzy czarne maszyny nieprzyjacielskie, spadające pionowo ku naszemu okrętowi. Jakimś naszym karabinom maszynowym udało się dać kilka szalonych salw w ich stronę, ale było już za późno. Pękate sylwety amerykańskich nurkowców Dauntless szybko powiększały się i wówczas nagle szereg czarnych przedmiotów spłynął niesamowicie spod ich skrzydeł. Bomby! Rosły w oczach. Szły w dół, wprost na mnie! Upadłem instynktownie na pokład i podpełzłem pod pancerną osłonę stanowiska dowodzenia.

Najpierw dotarło do mnie przerażające wycie nurkowców, po nich huk eksplozji bezpośredniego trafienia bomby. Oślepiający błysk, a potem drugi, o wiele jaśniejszy od pierwszego. Zachwiałem się od niesamowitego podmuchu ciepłego powietrza. Był jeszcze drugi wstrząs, lecz mniej gwałtowny − prawdopodobnie trafienie koło burty. Potem, gdy ujadanie dział umilkło, nastąpiła niepokojąca cisza. Wstałem, spojrzałem na niebo. Nieprzyjacielskie samoloty znikły już z pola widzenia.

Napastnicy przedarli się bez przeszkód, ponieważ nasze myśliwce, które atakowały tu wcześniej poprzednią falę samolotów torpedowych, nie mogły jeszcze nabrać wysokości. W rezultacie można rzec, że sukces amerykańskich bombowców nurkujących stał się możliwy dzięki uprzedniemu męczeństwu samolotów torpedowych. Ale i nasze lotniskowce nie miały czasu na uniknięcie ataku, ponieważ chmury zasłaniały zbliżanie się wroga aż do momentu, gdy rozpoczynał nurkować atakujący. Zostaliśmy przyłapani w sytuacji, gdy byliśmy najmniej odporni na ciosy: pokłady były załadowane uzbrojonymi i w pełni zatankowanymi samolotami.

Lotniskowiec Akagi

Lotniskowiec Akagi

[...] Akagi otrzymał dwa bezpośrednie trafienia − jedno na brzegu podnośnika na śródokręciu, drugie na rufie, na lewej krawędzi pasa startowego. W innych okolicznościach żadne z nich nie byłoby zgubne dla ogromnego lotniskowca, ale wewnętrzne eksplozje paliwa i amunicji wyniszczyły całe przedziały okrętu, wstrząsając pomostem i wypełniając powietrze śmiercionośnymi odłamkami. Gdy ogień rozszerzył się wśród samolotów ustawionych skrzydło koło skrzydła na rufowej części pokładu startowego, ich torpedy zaczęły eksplodować, czyniąc niemożliwym opanowanie pożarów.

Wbrew temu, co mówił kmdr. Fuchida, lotniskowiec Akagi otrzymał trzy bezpośrednie trafienia bombami. Pierwsza trafiła blisko burty, na trawersie pomostu bojowego. Druga przebiła podnośnik samolotów i wybuchła w hangarze kilka metrów pod pokładem. Trzecia trafiła w lewą część pokładu rufowego, tam gdzie stały gotowe do startu samoloty. Z powodu utraty zdolności bojowej, zniszczenia urządzeń łączności oraz szybko rozprzestrzeniających się pożarów, po godzinie od nalotu wiceadm. Nagumo zdecydował się przenieść razem ze sztabem na lekki krążownik Nagara. Załoga lotniskowca jeszcze przez wiele godzin walczyła z szalejącymi pożarami, lecz okrętu nie udało się uratować. O godz. 19.15 dowódca Akagi, kmdr. Taijiro Aoki, rozkazał załodze przenieść się na niszczyciele i zwrócił się do adm. Yamamoto z prośbą o zgodę na dobicie płonącego wraku. Szef Połączonej Floty długo wahał się z podjęciem tej trudnej decyzji, ale obawiając się, że okręt wpadnie w ręce Amerykanów, wydał na nią zgodę. O godzinie 4.55 rano 5 czerwca storpedowany przez japońskie niszczyciele lotniskowiec Akagi poszedł na dno wraz z ciałami 263 pilotów i marynarzy.

Lotniskowiec Soryu

Razem z wielkimi lotniskowcami Kaga i Akagi płonął również jeden z dwóch mniejszych okrętów tej klasy − lotniskowiec Soryu. Okręt stał się celem 3 eskadry bombowców nurkujących kmdr. ppor. Maxwella F. Leslie'ego z lotniskowca Yorktown, która dzięki nieco odchylonemu na zachód w stosunku do trasy eskadr z dwóch pozostałych lotniskowców Floty Pacyfiku kursowi nadrobiła opóźnienie wynikające z późniejszego startu i znalazła się nad celem niemal w tej samej chwili, co maszyny McClusky'ego.

Atak eskadry Leslie'ego został przeprowadzony w imponujący sposób, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że tylko część samolotów była uzbrojona w bomby. Cztery bombowce, w tym maszyna dowódcy, zgubiły ładunki w czasie uzbrajania bomb tuż po starcie. Przyczyną usterki były najprawdopodobniej wady konstrukcyjne nowego typu urządzenia do uzbrajania bomb. Większość samolotów (2 klucze) podeszła lotniskowiec od prawej burty, reszta (1 klucz) od lewej, atakując Soryu wzdłuż osi okrętu od strony rufy w trzydziestosekundowych odstępach. Lotniskowiec został trafiony trzema tysiącfuntowymi bombami: pierwsza uszkodziła pokład startowy i wybuchła w wypełnionym samolotami hangarze, druga zniszczyła gotowe do startu maszyny na rufie okrętu, trzecia dopełniła dzieła zniszczenia na śródokręciu.

Soryu, podobnie jak dwa większe lotniskowce, natychmiast zamienił się w płonącą pochodnię. Ogień rozprzestrzeniał się tak gwałtownie, że dowódca okrętu, kmdr. Ryusaku Yanagimoto, już po dwudziestu minutach rozkazał opuszczenie okrętu. Czasami wydawało się, że ogień zaczyna przygasać i w takich momentach wznawiano próby ratowania lotniskowca, lecz zawsze kończyły się one niepowodzeniem. O losie okrętu przesądziła potężna eksplozja zmagazynowanej na rufie benzyny lotniczej, która rozdarła Soryu na dwie części. O godz. 19.13 (dokładnie 12 minut przed zatonięciem Kagi) zdemolowany kadłub lotniskowca poszedł na dno razem z dowódcą i ciałami 718 poległych marynarzy i lotników.

Podsumowanie

W ciągu zaledwie pięciu minut, 4 czerwca 1942 r. między godz. 10.25 a 10.30, w odległości niewiele większej niż 200 mil od Midway doszło do pierwszego wielkiego dramatu Japończyków w tej wojnie. Utrata trzech lotniskowców razem z większością zaokrętowanych na nich samolotów i lotników w jednej chwili postawiła zdecydowanego faworyta na przegranej pozycji. Nigdy wcześniej, ani nigdy potem w historii wojen na morzu nie trafiono w tak krótkim czasie trzech lotniskowców dziesięcioma bombami.

Dotychczasowe straty Amerykanów były wysokie, ale nieporównanie niższe do japońskich. Mocno ucierpiały eskadry lotnictwa bazowego i pokładowe grupy bombowców nurkujących (np. z trzydziestu siedmiu Dauntlessów z lotniskowca Enterprise czternaście zestrzelono), a eskadry bombowo-torpedowe ze wszystkich trzech lotniskowców zostały praktycznie zniszczone. Niemniej żaden z amerykańskich lotniskowców nie został jeszcze uszkodzony, a oba zespoły operacyjne zachowały pełną zdolność bojową.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek