Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Bitwa na Morzu Sibuyan

Próba jednoczesnego wprowadzenia do akcji zespołów okrętów biorących udział w operacji Sho-1 okazała się ponad siły dowódców japońskich. Bitwa pod Leyte zamiast jednego gigantycznego starcia na wodach zatoki, przerodziła się w szereg nieskoordynowanych bitew w różnych miejscach Archipelagu Filipińskiego. Z tego powodu przeszła nawet do historii pod mianem bitwy poczwórnej.

Podwodni korsarze

Wbrew głównym założeniom operacji Sho-1 pierwszy do akcji wszedł potężny Zespół Uderzeniowy wiceadm. Kurity. Trasa zespołu wiodła przez wody Morza Sibuyan ku cieśninie San Bernardino i wschodnim wybrzeżom wyspy Samar, lecz pierwszą przeszkodą było wąskie przejście Palawan, które zgodnie z wytyczoną marszrutą okręty miały pokonać za dnia. Zespół Kurity został tam dostrzeżony przez amerykańskie okręty podwodne i w ten sposób Japończycy utracili niezbędny do osiągnięcia sukcesu atut zaskoczenia.

Model okrętu typu Gato

Model okrętu typu Gato

Japońskie okręty posuwały się w dwóch kolumnach. Lewa kolumna wyprzedzała nieco prawą, a na jej czele szedł flagowy okręt Kurity, ciężki krążownik Atago, a zaraz za nim dwa inne ciężkie krążowniki: Takao i Chokai. W odległości 3000 metrów szły kolejne krążowniki ciężkie Kumano oraz Suzuya wraz z pancernikiem Haruna. Szyk prawej kolumny otwierały ciężkie krążowniki Myoko, Hagura i Maya, za którymi szły oba superpancerniki (Yamato i Musashi). Za nimi w odległości 6000 metrów płynęły ciężkie krążowniki Tone i Chikuma w asyście pancernika Kongo. Na skrzydłach zespołu ciężkich okrętów operowało kilka niszczycieli oraz dwa lekkie krążowniki Noshiro i Yahagi.

W tym czasie wody przejścia Palawan były patrolowane przez dwa amerykańskie oceaniczne okręty podwodne typu Gato: Darter i Dace. Przed kilkoma dniami udało się im upolować dwa japońskie statki handlowe, ale od tamtej pory w przejściu panował spokój. Sytuacja zmieniła się 23 października o godzinie 1.16. Na ekranie radarowym Dartera pokazał się wybłysk oznaczający kontakt w odległości 30 000 jardów. Kilka minut później Amerykanie zdali sobie sprawę, że nie jest to zwykły konwój, lecz zespół wielkich okrętów Cesarskiej Floty. Oba okręty podwodne ruszyły pełną parą w kierunku nieprzyjaciela, wyprzedziły go i zajęły dogodną do ataku pozycję przed japońskim ugrupowaniem. Atak miał odbyć się o świcie.

Amerykanie mieli sporo szczęścia. Zespół Kurity szedł z nakazaną prędkością 16 węzłów, więc został łatwo wyprzedzony przez rozwijające na powierzchni prędkość 20.5 węzła okręty podwodne, poza tym przed ciężkimi okrętami japońskimi nie było żadnego niszczyciela. Takiej okazji nie dało się zmarnować! O godzinie 6.25 dowódca Dartera rozkazał odpalenie sześciu torped. Wiązka śmiercionośnych „cygar” pomknęła w odległy o zaledwie 900 m okręt flagowy Kurity. Amerykanie zrobili zwrot i odpalili kolejne cztery pociski w kierunku Takao. Po chwili potężne eksplozje wstrząsnęły obiema jednostkami. Takao został ciężko uszkodzony, stracił ster i wały napędowe, natomiast trafiony czterema torpedami Atago poszedł pod wodę w ciągu 18 minut. Wiceadm. Kurita znalazł się w wodzie, na czas akcji ratunkowej dowodzenie nad zespołem przejął kontradm. Ugaki znajdujący się na pokładzie Yamato. Nie był to jednak koniec dramatu Japończyków, bowiem do akcji wszedł drugi okręt podwodny. Sześć pocisków pomknęło w kierunku prawej kolumny japońskich okrętów, znacząc powierzchnię wody wyraźnymi śladami. Cztery z nich trafiły ciężki krążownik Maya. Okręt rozerwany gigantyczną eksplozją zatonął o godzinie 7.05, zaledwie osiem minut od trafienia.

Bitwa na Morzu Sibuyan

Bitwa na Morzu Sibuyan

Ugaki nakazał zwiększenie prędkości do 24 węzłów, by jak najszybciej uciec z niebezpiecznej przeprawy, wysłał też przeciw okrętom podwodnym kilka niszczycieli, ale nie odniosły one sukcesu i po krótkim pościgu udały się za odchodzącym zespołem. Tylko dwa z nich zostały przy unieruchomionym krążowniku Takao, uniemożliwiając Amerykanom dobicie okrętu. W takiej sytuacji kapitanowie okrętów podwodnych postanowili poczekać do zmroku. Niestety w wyniku zawiłego manewrowania Darter wpadł na mieliznę i został później zbombardowany przez japoński samolot, a osamotniony Dace nie był w stanie przedostać się na odległość skutecznego strzału, musiał więc zrezygnować z tego zadania.

Atak japońskiego lotnictwa

Tymczasem osłabiony, lecz wciąż groźny zespół wiceadm. Kurity opłynął Palawan oraz południowe brzegi Mindoro i wpłynął na wody niewielkiego Morza Sibuyan. Ostrzeżony o zbliżaniu się nieprzyjaciela Halsey rozkazał trzem grupom lotniskowców przebywającym na północny wschód od wyspy Leyte przeprowadzenie rozpoznania zachodnich wód Filipin w celu odnalezienia zespołu ciężkich okrętów japońskich. Rankiem 24 października zadanie to zakończyło się pełnym sukcesem: samolot z lotniskowca Cabot zameldował o odkryciu m.in. 4 pancerników i 8 ciężkich krążowników. O godzinie 8.37. Halsey wydał wszystkim swoim grupom operacyjnym rozkaz ataku.

Akcja ratownicza USS Princeton

Akcja ratownicza
USS Princeton

W kieruku okrętów Kurity poleciały dziesiątki amerykańskich samolotów, jednak to Japończycy uderzyli tego dnia jako pierwsi. Ich lotnictwo rozpoznawcze odkryło pozycję zespołu lotniskowców kontradm. Shermana w składzie dwóch lotniskowców (Essex i Lexington) oraz dwóch lekkich lotniskowców (Princeton i Langley), a z lotnisk na Luzonie do ataku wystartowało ponad sześćdziesiąt maszyn. Japończycy dotarli nad cel gdy większość wrogich maszyn była albo na misjach rozpoznawczych, albo leciała na spotkanie z zespołem Kurity. Czterech amerykańskich lotniskowców broniło tylko 30 Hellcatów, lecz mimo to ich piloci rozbili w pył niedoświadczonych lotników japońskich. Z pogromu ocalał tylko jeden bombowiec nurkujący, który przedarł się przez myśliwską osłonę oraz ścianę ognia postawioną przez działka przeciwlotnicze i zrzucił bombę na lotniskowiec Princeton. Ten z pozoru niegroźny dla ogromnego okrętu atak pojedynczego samolotu okazał się fatalny w skutkach. Bomba przebiła trzy pokłady i eksplodowała w piekarni, jednak pożar szybko dotarł do pokładu hangarowego, na którym stało kilka samolotów torpedowych. Eksplozje uzbrojonych i zatankowanych maszyn przesądziły o losie okrętu, choć Amerykanie próbowali jeszcze ratować uszkodzony lotniskowiec. Do jego burty podszedł lekki krążownik Birmingham w celu wsparcia ekip ratowniczych na Princetonie. Gdy wydawało się, że sytuacja jest opanowana i szykowano się do wzięcia okrętu na hol, doszło do potężnej eksplozji amunicji. Rufa lotniskowca wyleciała w powietrze, a opadające na krążownik szczątki zabiły 299 ludzi i 420 zraniły. Po tym wydarzeniu zdecydowano o zatopieniu lotniskowca.

W trakcie akcji ratunkowej ekrany radarów okrętów Shermana pokazały nową falę samolotów nadlatującą z północnego wschodu. Pochodziły one z lotniskowców Ozawy, ale ponieważ Amerykanie nie znali pozycji wrogiego zespołu, wysłali przeciw nadciągającemu nieprzyajcielowi jedynie samoloty myśliwskie. I tym razem zestrzelono większość japońskich maszyn, a te, które dotarły nad okręty Shermana nie zdołały uzyskać żadnego trafienia.

Zagłada superpancernika

Gdy nad lotniskowcem Princeton zbierały się czarne chmury, pierwsza fala amerykańskich samolotów szykowała się do ataku na Zespół Uderzeniowy wiceadm. Kurity. W chwili wykrycia japońskich okrętów na Morzu Sibuyan, najbliżej nich znajdowały się lotniskowce kontradm. Bogana. O godzinie 10.26 12 samolotów torpedowych, 12 bombowców i 21 myśliwców z lotniskowców Intrepid i Cabot runęło na pozbawione osłony lotniczej ciężkie okręty Kurity.

Japończycy czując grożące im śmiertelne niebezpieczeństwo otworzyli do nadlatujących samolotów ogień ze wszystkich dział przeciwlotniczych, a niektóre okręty użyły przeciw nim także dział największych kalibrów. Ogień prowadzono z ponad tysiąca luf! Mogłoby się wydawać, że takiej nawały garstka samolotów torpedowych i bombowców nie może przetrwać, ale stało się zupełnie inaczej. Amerykanie wzięli za cel głównie dwa największe kolosy: pancerniki Yamato oraz Musashi. Były to prawdziwe giganty niemające odpowiedników w żadnej innej flocie świata. Ich wyporność wynosiła ponad 70 000 ton, uzbrojenie główne miało kaliber 457 mm, a jedna trzylufowa wieża ważyła tyle co spory niszczyciel! Mimo ogromnych rozmiarów okręty osiągały prędkość 27 węzłów, czyli około 50 km na godzinę.

Yamato trafiony bombą w bitwie na Morzu Sibuyan

Yamato trafiony bombą w bitwie na Morzu Sibuyan

Wg spływających do sztabu meldunków lotników pierwszy nalot na okręty Kurity zakończył się wsadzeniem dwóch torped w kadłub Yamato, dwóch w ciężki krążownik, jednej w Musashi oraz kilku bomb w dwa inne pancerniki. Nie wywarło to na Japończykach większego wrażenia: z szyku wypadł tylko uszkodzony krążownik, restza zespołu niewzruszenie płynęła w kierunku zatoki Leyte, Amerykanie nie zamierzali jednak na tym poprzestawać. O godzinie 10.45 z lotniskowców Intrepid, Cabot oraz Independence wystartowała kolejna fala samolotów. Między godziną 11.36 a 12.17 duma Cesarskiej Floty superpancernik Musashi został trafiony czterema kolejnymi torpedami, a sześć minut później dosięgły go jeszcze cztery pociski torpedowe oraz cztery bomby. Tym razem uszkodzenia na okręcie okazały się bardzo poważne: zalane zostały części maszynowni oraz uszkodzone przewody pary. Okręt zaczął tracić prędkość i zostawał z tyłu. Do jego osłony Kurita przysłał ciężki krążownik Tone, a sam z resztą okrętów popłynął dalej w kierunku cieśniny San Bernardino. W ten sposób powstała korzystna dla Amerykanów sytuacja: płynący 20 mil za głównym ugrupowaniem Musashi nie mógł być osłaniany ogniem przeciwlotniczym kilkunastu okrętów, co przypieczętowało jego los.

O godzinie 13.15, po kolejnym ataku lotnictwa pokładowego, Kurita poinformował przełożonych o ciężkiej walce toczonej przez jego okręty oraz poprosił o wysłanie lotnictwa stacjonującego na Filipinach i samolotów Ozawy do uderzenia na amerykańskie lotniskowce w celu odciążenia jego grupy. Jak wiemy atak taki miał miejsce, lecz skończył się zatopieniem tylko jednego lotniskowca, co w żaden sposób nie mogło pomóc Kuricie. Tymczasem rozpoczynał się ostatni akt dramatu superpancernika Musashi. Zaatakowany przez grupę samolotów z pięciu lotniskowców ciężko uszkodzony kolos został trafiony następnymi dziesięcioma torpedami oraz kilkoma bombami. Tego było za wiele nawet dla „niezatapialnego giganta” − okręt zaczął nabierać ogromne ilości wody i powoli przechylał się na lewą burtę. Poinformowany o dramatycznej sytuacji okrętu wiceadm. Kurita polecił jego dowódcy osadzenie go na mieliźnie w pobliżu najbliższej wyspy i przekształcenie w baterię lądową. Zdruzgotany losem swojej jednostki dowódca superpancernika kontradm. Inoguchi nie potrafił wykrzesać z siebie więcej siły i nie wykonał tego polecenia. Zamiast tego rozkazał załodze wyjść na pokład na ostatni apel, a następnie dał rozkaz opuszczenia okrętu. Była ku temu najwyższa pora: trafiony w sumie siedemnastoma bombami i dziewiętnastoma torpedami pancernik przewrócił się na bok i o godzinie 19.36 poszedł pod wodę.

Podsumowanie

Bitwa na Morzu Sibuyan dobiegła końca. Japończycy utracili w niej pancernik Musashi, ciężko uszkodzony ciężki krążownik Myoko musiał wycofać się z dalszego rejsu, a trzy inne pancerniki zostały trafione kilkoma bombami. Straty amerykańskie były mniejsze: lotniskowiec i zaledwie 18 samolotów.

Główną przyczyną ciężkich strat zespołu Kurity był całkowity brak osłony lotniczej. Japońskie samoloty z lotnisk na Filipinach wzięły za cel grupę lotniskowców Shermana, natomiast znajdujący się najbliżej okrętów japońskich zespół uderzeniowy Bogana nie był atakowany ani razu i mógł bez przeszkód wyprowadzać starannie mierzone ciosy.

Rozterki Kurity

Jeszcze przed bezpowrotną utratą jednego z superpancerników Kurita wstrzymał dalszy marsz ku cieśninie San Bernardino. W jego zespole brakowało już czterech ciężkich krążowników (do trzech utraconych w przejściu Palawan doszedł jeszcze krążownik Myoko) oraz, co najważniejsze, jednego z dwóch najsilniejszych pancerników. Dalszy rejs w stronę cieśniny groził kolejnymi atakami ze strony amerykańskiego lotnictwa i całkowitą zagładą zespołu. By uciec poza zasięg wrogich samolotów wiceadmirał zmienił kurs na 290 stopni i wysłał obszerne wyjaśnienie swojej decyzji do przełożonych. Głównodowodzący floty japońskiej adm. Toyoda nie był zachwycony decyzją podwładnego i nakazał mu kontynuowanie rejsu w stronę zatoki Leyte zgodnie z planem operacji. „Stary samuraj” Kurita mógł odczytać depeszę Toyody jak obrazę, ponad to od pewnego czasu ataki nieprzyjacielskiego lotnictwa ustały, dlatego po pewnym czasie dowódca Zespołu Uderzeniowego zdecydował się na kolejną korektę kursu i ponownie ruszył w stronę cieśniny San Bernardino, ale powstałego kilkugodzinnego opóźnienia nie dało się już nadrobić...

Błąd Halseya

Dowodzący obroną Leyte wiceadm. Halsey też miał twardy orzech do zgryzienia. Zwiad lotniczy doniósł mu o silnym zespole ciężkich okrętów japońskich zmierzającym do zatoki Leyte od strony cieśniny Surigao, ponad to na północnym wschodzie zlokalizowano wreszcie lotniskowce wiceadm. Ozawy. Halsey musiał teraz podjąć decyzję, który z trzech zespołów japońskich jest najgroźniejszy i przeciw niemu wysłać swoje lotniskowce. Amerykanin brał pod uwagę tylko zespoły Ozawy i Nishimury, błędnie uznając, że Kurita w wyniku ciężkich strat poniesionych na Morzu Sibuyan zawróci swoje okręty. Płynący na południu zespół ciężkich okrętów wydał mu się mniej niebezpieczny od lotniskowców i dlatego o godzinie 20.22 wydał podległym sobie grupom lotniskowców oraz najnowocześniejszych pancerników, by z pełną prędkością pomknęły w stronę zespołu Ozawy, co doskonale pasowało do japońskiego planu odciągnięcia możliwie największych sił z rejonu zatoki Leyte. Z decyzją tą nie zgodzili się dowódcy trzech zespołów lotniskowców, kontradm. Bogan rozważał nawet złożenie protestu, wiedział bowiem o powrocie Kurity na pierwotny kurs, ale ostatecznie wszyscy trzej posłusznie popłynęli w wyznaczonym kierunku. Bitwa pod Leyte wchodziła w decydującą fazę.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek