Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Dzień 1 − walka w szyku marszowym

Nie ma zbyt wielu tekstów źródłowych opisujących tragiczną dla Rzymian bitwę w Lesie Teutoburskim. Przedstawiony tutaj opis starcia w dużej mierze jest czysto hipotetyczny i wymyślony przez autora książki (oczywiście w oparciu o te nieliczne teksty źródłowe).

Noc poprzedzającą bitwę żołnierze Warusa spędzili w obozie marszowym, po czym rano wyruszyli w dalszą drogę. Początkowo rzymska kolumna rozciągnęła się na długość ok. 5 km, ale z czasem zaczęła się rwać i zajmowała większą przestrzeń. Tego dnia nad Lasem Teutoburskim przeszła gwałtowna burza. Droga, po której maszerowały legiony, już przed deszczem była w złym stanie i saperzy mieli mnóstwo roboty, ale po ulewie jej stan stał się fatalny. Biegnąca dolinami przeprawa zamieniła się w rzekę błota, w której grzęzły tabory, a wojsko miało spore problemy z posuwaniem się naprzód. W takich warunkach dochodziło do zatorów, kolumna marszowa znacznie się rozciągnęła. Legaci nie byli wstanie kontrolować całych legionów, co więcej znaczne zadrzewienie terenu powodowało, że niejednokrotnie nawet centurioni nie widzieli końca swojej centurii. Ale nawet w takiej sytuacji Rzymianie nie stali się ostrożniejsi i nie zaprzątali sobie głowy tym co się dzieje po bokach.

Szyk marszowy armii Warusa

Szyk marszowy armii Warusa

A tymczasem po drugiej stronie wzgórz kilkadziesiąt tysięcy wojowników niecierpliwiło się, by zakosztować rzymskiej krwi. Był to ostatni dogodny moment na urządzenie zasadzki. Legiony zbliżyły się na odległość 1−2 dni marszu od zamieszkałych i w miarę bezleśnych terenów plemienia Cherusków. Arminiusz nie miał wątpliwości, że w otwartym terenie nie zdoła pokonać zdyscyplinowanych rzymskich legionistów. Z powodu wymuszonego pośpiechu nie wszystkie oddziały barbarzyńców miały możliwość powalczyć tego dnia ze znienawidzonym wrogiem.

Gdy najlepsze kohorty wraz z wodzem naczelnym oderwały się od reszty kolumny, Arminiusz wydał w końcu rozkaz ataku. W jednej chwili zbocza po obu stronach drogi zaroiły się od dziko wrzeszczących wojowników zbiegających w dół w kierunku kompletnie zaskoczonych Rzymian. Germanie z kilku metrów ciskali we wrogów oszczepami i odskakiwali do tyłu, by zrobić miejsce dla swoich towarzyszy. W pierwszej fazie bitwy żołnierze rzymscy ponieśli spore straty, szczególnie legioniści maszerujący na skraju kolumny. Najgorsza sytuacja była przy taborach, gdzie maszerujące w wąskich szeregach grupki legionistów były szczególnie narażone na ostrzał i rozerwanie szyków, a pozbawiona pancerza służba obozowa szukała osłony i nie panowała nad zwierzętami pociągowymi.

Wyczerpawszy zapas oszczepów Germanie przystąpili do walki wręcz, ale nie w każdym miejscu bitwa miała taki sam charakter. Głównym zamierzeniem Arminiusza było odcięcie ostatniego legionu od sił głównych i jego eliminacja i to właśnie z tyłu rzymskiej kolumny toczyły się najcięższe walki. Będąc w trudnej sytuacji żołnierze trzeciego w szyku legionu zapewne nie byli w stanie chronić maszerujących za nimi cywilów. Natomiast na pozostałych odcinkach doskonałe zdyscyplinowanie Rzymian pozwoliło w końcu na ustawienie się w szyku bojowym najpierw pojedynczych centurii, a potem także manipułów i kohort. Ustawionych w szyku bojowym Rzymian Germanie nie atakowali już tak zaciekle, w końcu sami też zaczęli ponosić straty.

Tak mogło wyglądać miejsce bitwy

Tak mogło wyglądać miejsce bitwy

Sytuacja Rzymian była trudna, ale jeszcze nie tragiczna. Najszybciej opanowano sytuację na czele kolumny, tam gdzie przy wodzu naczelnym biły się elitarne kohorty. Sygnaliści zadęli w trąby wydając rozkazy dla kolumny marszowej. Było to ważne, bo żołnierze usłyszeli, że ktoś jednak dowodzi, a to oznaczało, że jednak nie jest tak źle. Rzymianom udało się nawet odbić resztki taborów dwóch pierwszych legionów. Dużo gorzej działo się z trzecim legionem. Tam żołnierze nie ratowali taborów lecz własne życie. Odcięte od kadry dowódczej manipuły próbowały przebijać się do sił głównych, ponosząc przy tym dotkliwe straty.

Należy zadać pytanie co w tym czasie robił Warus? Gdy zobaczył gotujących się do bitwy Germanów, rozkazał przyprowadzić ich przed trybunał sędziowski! Trzeba przyznać, że w sytuacji, gdy był okrążony przez przeważające siły wroga był to pomysł mocno oryginalny, a dla Germanów zapewne nawet zabawny. Po chwili jednak wódz naczelny opamiętał się, a ponieważ miał przy sobie najlepiej wyszkolone jednostki, wkrótce zdołał zapanować nad chaosem. Kolejna decyzja Warusa była już mniej oryginalna: cofnąć się i pomóc reszcie walczących wojsk.

Ogólna sytuacja Rzymian w tej fazie bitwy była taka, że legion pierwszy próbował przedrzeć się do legionu drugiego, który walczył o tabory, natomiast legion trzeci rozpaczliwie walczył o dotarcie do sił głównych, zostawiając tabory z całym dobytkiem legionistów. Sytuacja była zła, to oczywiste, ale na razie nic nie wskazywało na zagładę legionów. Germanie, straciwszy impet pierwszego uderzenia, dawali się łatwo odpędzić, ale Rzymianie nie byli wstanie wykorzystać lokalnych zwycięstw ze względu na brak lekkiej piechoty, a ciężka nie mogła ścigać lekko odzianych barbarzyńców.

Po opanowaniu sytuacji Warus uznał, że należy wyprowadzić wojsko z zasadzki. Pierwszy legion miał wybudować obóz, a dwa pozostałe miały go podczas tych prac ochraniać. W końcu udało się ruszyć z miejsca i dotrzeć w dogodne miejsce. Nadciągał zmierzch. Germanie zrozumieli, że jeszcze nie pokonali wroga, ale sami też byli zmęczeni. Walka ustawała. Ocalałe resztki trzeciego legionu i wojsk pomocniczych nadciągały do obozu jeszcze późną nocą. Warus przekonał się, że wybudowany dla trzech legionów obóz marszowy jest za duży. Pierwszego dnia walk straty jego armii sięgały 1/4 stanów wyjściowych. Los cywili pozostawał nieznany.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek