Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Rozbicie sprzymierzonych

Porażka oddziałów moskiewskich

Powróćmy na polskie prawe skrzydło, gdzie husaria raz za razem szła do kolejnych szarż. Falowe ataki ciężkiej jazdy przebijały się przez pierwsze szeregi nieprzyjaciela, ale w końcu ogień strzelców moskiewskich i kontratak jazdy pomiestnej zatrzymywał Polaków i odrzucał ich na pozycje wyjściowe. Żółkiewski dostrzegł, że kolejne natarcia husarii zaczynają wyraźnie słabnąć, dlatego skierował do walki część chorągwi odwodowych, lecz początkowo na polu bitwy niewiele się zmieniło.

Jeszcze jeden obrazek husarza

Jeszcze jeden obrazek husarza

Strona moskiewska również zaczęła odczuwać pierwsze objawy kryzysu. Pułkownicy robili wszystko co było w ich mocy, by po każdym ataku odtworzyć spoistość szyku, coraz dłuższe przerwy między szarżami wykorzystywali do reorganizacji rozbitych oddziałów, ale po każdym kolejnym uderzeniu husarii ich wysiłki przynosiły coraz mniejsze rezultaty. Walczący za znienawidzonego cara żołnierze myśleli raczej o opuszczeniu pola bitwy niż o dalszej walce. Jednolity do tej pory szyk moskiewski wyraźnie się przerzedził, pojawiało się w nim coraz więcej przerw i luk. Pierwsza linia moskiewska przestała praktycznie istnieć, a druga, choć walczyła dzielnie, zaczęła się chwiać pod naporem husarskich uderzeń.

Dymitr Szujski, widząc kryzys obu armii i dysponując świeżymi oddziałami rajtarii, postanowił przejąć inicjatywę. Wykorzystał przedłużające się przerwy między atakami zmęczonej husarii na zluzowanie niemniej wycieńczonych oddziałów jazdy pomiestnej stojących w centrum moskiewskiego szyku i wprowadził na ich miejsce niewalczące wcześniej kornety rajtarów (dwa, może więcej). Na skrzydłach stanęły wypoczęte chorągwie jazdy pomiestnej, które również miały wziąć udział w decydującym ataku. Jednak zanim do niego doszło, na pozycje moskiewskie spadło jeszcze jedno natarcie husarii, w którym najprawdopodobniej wzięły udział wszystkie jednostki odwodowe Żółkiewskiego. Widząc zbliżających się polskich jeźdźców, rajtaria i jazda pomiestna ruszyły w ich kierunku. Gdy odległość pomiędzy szarżującymi oddziałami pozwoliła na oddanie skutecznego strzału, rajtarzy oddali salwę z prawej ręki, a obróciwszy konie wystrzelili również z lewej ręki. Ostrzał ten niewiele jednak wyrządził szkody ukrytym za końskimi głowami husarzom, kilku z nich co prawda runęło na ziemię, ale szarża była kontynuowana. Po oddaniu salwy pierwszy szereg rajtarów wycofał się, ustępując miejsca żołnierzom z drugiej linii, którzy przygotowywali się do zasypania Polaków gradem ołowiu. Polscy dowódcy wykorzystali ten czas w sposób mistrzowski, nakazując zwiększenie tempa i zanim nieprzyjaciel był gotów do strzału, zakuci w stal żołnierze z impetem na niego wpadli. Brak husarskich kopii znacznie osłabił siłę uderzenia, ale mimo to rajtaria została odrzucona do tyłu.

Jednocześnie do walki weszły ostatnie świeże chorągwie husarskie, które bez najmniejszych problemów rozbiły idące im naprzeciw oddziały jazdy pomiestnej. Miejscami husaria przebiła się przez pierwsze szeregi jeźdźców i wpadła na ukrytych w krzakach strzelców moskiewskich, którzy pokryli atakujących celnym ogniem. To, w połączeniu z kontratakiem zreorganizowanych w obozie oddziałów jazdy moskiewskiej, doprowadziło do załamania się szarży. Po raz kolejny chorągwie husarskie uwikłały się w zacięty bój na białą broń. Jednak tym razem nie padły rozkazy odwrotu. Walczące w centrum moskiewskiego ugrupowania oddziały rajtarii były naciskane najmocniej i pod naporem husarii zaczęły się powoli cofać, a ich szyk wyginał się w coraz większy łuk. Gdy husarze w końcu przełamali przeciwnika, ten nie czekał na dalszy rozwój wydarzeń, lecz odrzuciwszy broń, rzucił się do ucieczki.

Ucieczka rajtarii okazała się przełomowym momentem bitwy. Wycofujący się żołnierze wpadli na stojące za nimi oddziały jazdy i piechoty moskiewskiej, doprowadzając do ich dezorganizacji. Szeregi wroga zmieszały się zupełnie, a naciskane przez polskie chorągwie, ustępowały chaotycznie. Polacy nie dali przeciwnikowi ani chwili na uporządkowanie szeregów, a gdy na jego pozycje spadło flankowe uderzenie husarii, która wykorzystała powstałą właśnie szeroką lukę w okolicach wsi rozdzielającej oddziały moskiewskie i cudzoziemskie, wróg załamał się zupełnie. Niemal cała armia moskiewska rzuciła się do ucieczki, próbowała jeszcze przez chwilę bronić obozu, ale szybko została z niego wyparta. Ścigani przez ponad sześć kilometrów Rosjanie byli bezlitośnie wycinani przez idącą ich tropem husarię.

Rozbicie regimentów cudzoziemskich

Falkonet

Falkonet

Tymczasem na pole bitwy przybyła polska piechota i dwa działa. Żółkiewski oddał posiłki pod komendę Mikołaja Strusia, który w dalszym ciągu walczył z oddziałami cudzoziemskimi. Zmęczeni artylerzyści rozpoczęli ostrzał płotu i stojących za nim czworoboków piechoty, reszta wojska dostała trochę czasu na odpoczynek i reorganizację szyków. Najprawdopodobniej artyleria skoncentrowała ogień na jednym bądź dwóch oddziałach piechoty, by w ten sposób maksymalnie zmniejszyć zdolność bojową wybranych jednostek. Z relacji hetmana wiemy, że ogień był celny, lecz nie znany dokładnych danych ilościowych na temat strat nieprzyjaciela. W niektórych miejscach ostrzał doprowadził do obalenia lub znacznego nadwyrężenia konstrukcji płotu.

Pierwsza do ataku poszła piechota, ponieważ z oczywistych względów potrzebowała więcej czasu na dotarcie do przeciwnika. Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że piechurzy posuwali się skrajem lewego skrzydła tuż przy lesie, by w razie ewentualnej porażki mieli gdzie ukryć się przed nieprzyjacielską jazdą. Artyleria cały czas prowadziła ostrzał wrogich pozycji. Po dotarciu na odległość strzału, wszystkie szeregi piechurów poza ostatnim uklękły, by umożliwić oddanie strzału idącym z tyłu żołnierzom. Następnie kolejne szeregi oddawały salwy. Przeciwnik odpowiedział ogniem. Padli pierwsi zabici i ranni. Po oddaniu strzałów przez wszystkie szeregi, polscy piechurzy odrzucili muszkiety i rzucili się do ataku na białą broń. Z najbliższej odległości otrzymali jeszcze jedną salwę, ale nie bacząc na ofiary, wpadli na przeciwnika.

Mniej więcej w tej samej chwili co piechota, do walki włączyła się husaria. Cudzoziemscy dowódcy zdawali sobie sprawę, że płot nie jest już wystarczającą osłoną, rozkazali więc prowadzić ogień dużo wcześniej. Nie załamało to jednak szarży husarii, która, jak się wydaje, zdołała w końcu obalić płot na całej długości ataku i wpadła na czworoboki piechoty. Pikinierzy zadawali spore straty walczącym pałaszami husarzom, ale sami również ginęli od ciosów polskich kawalerzystów. Najgorzej wyglądała sytuacja oddziału stojącego na prawym skraju nieprzyjacielskiego ugrupowania. Czworobok ten poniósł największe straty od ognia artylerii i nie zdążył zreorganizować szyku przed atakiem jazdy. Próba powstrzymania szarży ogniem muszkietów nie powiodła się, a sąsiednie czworoboki nie mogły wesprzeć nieprzygotowanego oddziału, ponieważ same były związane walką z polską piechotą lub z rotami husarskimi. Impet uderzenia odrzucił pierwsze szeregi na prawo i lewo, wielu cudzoziemców padło w pierwszych chwilach walki, reszta puszczała broń i rzucała się do ucieczki. Widząc porażkę kolegów, pozostałe regimenty szybko straciły wolę do dalszej walki i również rozpoczęły odwrót.

De la Gardie i Horn podjęli próbę ratowania sytuacji, wysyłając przeciwko zwycięskiej husarii wszystkie oddziały rajtarów. Nieprzyjaciel ostrzelał nacierających husarzy ogniem pistoletowym, po czym runął na nich z rapierami i pałaszami w rękach. Pozbawiona impetu uderzenia husaria została powstrzymana i zepchnięta do defensywy. Uciekające oddziały piechoty wykorzystały ten moment na uporządkowanie szyków i zajęcie pozycji w lesie lub obozie. Walka przedłużała się, rosły straty obu stron. Hetman widząc kłopoty jazdy Strusia, a osiągnąwszy już sukces na prawym skrzydle, wysłał stojące przy nim oddziały ciężkiej jazdy do ataku na flankę rajtarów. Wtedy to atakowany z dwóch stron nieprzyjaciel został rozbity i zmuszony do ucieczki. Fala uciekinierów i ścigających przetoczyła się przez obóz, tym razem cudzoziemski, i popędziła dalej.

Rokowania i zakończenie bitwy

Cudzoziemska piechota

Cudzoziemska piechota

Wojskom hetmańskim nie udało się przepędzić z pola bitwy wszystkich oddziałów wroga. W lesie na skraju lewego skrzydła zajął pozycję silny oddział cudzoziemskiej piechoty i resztki rajtarii. Po drugiej stronie, w opuszczonym podczas pościgu moskiewskim obozie, schroniło się około 5000 żołnierzy z Dymitrem Szujskim na czele. Hetman poczekał na powracające z pościgu chorągwie husarskie i postanowił w pierwszej kolejności rozwiązać kwestię cudzoziemców. Pamiętał, że oddziały te nie były zadowolone ze służby u cara, postanowił więc ten fakt wykorzystać. W stronę pozycji wroga podjeżdżali harcownicy, lecz nie po to by walczyć, lecz w celu nakłonienia przeciwnika na przejście pod sztandary hetmańskie. Na stronę polską zaczęły przechodzić najpierw pojedyncze osoby, a potem większe grupki żołnierzy. Do Żółkiewskiego przybył trębacz wysłany przez pułkowników Linka i Tube, prosząc hetmana o możliwość rokowań. Żółkiewski przystał na tę propozycję z zadowoleniem i ze swojej strony wyznaczył Adama Żółkiewskiego oraz Piotr Borkowskiego. Obie strony spotkały się w połowie drogi. Hetman zapewnił wszystkim żołnierzom cudzoziemskim możliwość odejścia z bronią i całym dobytkiem, zaproponował im również przejście na żołd Zygmunta III. Tym, którzy nie chcieli służyć pod komendą polskiego króla, nakazał jedynie przysiąc, że nigdy nie będą walczyć przeciwko Rzeczpospolitej u boku cara. W czasie trwania negocjacji na pole bitwy powrócili de la Gardie i Horn, którzy bezskutecznie próbowali przerwać rozmowy. Również Dymitr Szujski przysłał swoich przedstawicieli, obiecując niesamowite korzyści w zamian za dochowanie wierności carowi. Jednak żołnierze nie zamierzali dłużej walczyć i zgodzili się przyjąć hetmańskie warunki.

Pozbawiony wsparcia oddziałów cudzoziemskich Dymitr Szujski postanowił wycofać się bitwy. Widząc odwrót Rosjan, Żółkiewski natychmiast wysłał do ataku na obóz kilka husarskich chorągwi, ale żołnierze bardziej myśleli o plądrowaniu niż walce, dlatego też Dymitr i spora grupa moskiewskich żołnierzy zdołała ujść z życiem. Niemniej bitwa pod Kłuszynem została ostatecznie zakończona.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek