Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Operacja kłuszyńska

Hetman wyrusza w pole

Żółkiewski natychmiast rozpoczął przygotowania do wyprawy, a do dowódców przebywających na przedpolu Smoleńska oddziałów rozesłał rozkazy koncentracji w jednym miejscu. Nie ma pewności, gdzie polski dowódca wyznaczył miejsce koncentracji, wiemy natomiast, że ostatecznie wszystkie oddziały zebrały się pod Szujskiem.

Przebieg operacji kłuszyńskiej

Przebieg operacji kłuszyńskiej

Jako pierwsze 6 czerwca traktem na Wiaźmę wyruszyły oddziały piechoty (1000 ludzi), artyleria oraz wozy taborowe, następnego dnia ich śladem podążył hetman z jazdą. Wówczas przyszły listy od Gosiewskiego, w których informował on o ataku Horna i Boratyńskiego oraz prosił o szybkie wsparcie. Żółkiewski przychylił się do prośby podwładnego i zmienił kierunek marszu na Białą, prawdopodobnie o zmianie planów powiadomił również dowódców na przedpolu. Hetman na czele 2000−3000 jazdy i 1000 piechoty dotarł pod Białą 14 czerwca, ale mimo bardzo wysokiego tempa marszu po moskiewskich leśnych duktach (dziennie pokonywano 18−20 kilometrów), przeciwnika tam nie zastał, bo jak już wiemy, wycofał się on na Rżew. Kolejne dwa dni wojsko hetmańskie odpoczywało po forsownym marszu, a na miejsce postoju przybywały spóźnione oddziały. Następnie hetman podążył na Rżew, ale na niepokojące wieści o koncentracji Rosjan pod Możajskiem, zmienił kierunek marszu na Szujsk, ciągle utrzymując wysokie tempo marszu. Było to spowodowane głównie obawami o postawę zbuntowanych żołnierzy tuszyńskich.

Wojsko Żółkiewskiego dotarło pod Szujsk 22 czerwca. Na miejscu czekały już oddziały Kazanowskiego, Dunikowskiego oraz 3000 Kozaków zaporoskich atamanów Piaskowskiego i Iwaszyna, a w oddzielnym obozie stacjonowali ludzie Zborowskiego. Hetman wiedział już o obecności Wałujewa pod Carowym Zajmiszczem i wyruszył w tym kierunku, by przeszkodzić nieprzyjacielowi w pracach fortyfikacyjnych. Wymarszu odmówiły jednak chorągwie Zborowskiego, tłumacząc to niewywiązaniem się króla z obietnicy wypłacenia 100 000 donatyw. Żółkiewski zdawał sobie sprawę, że bez pomocy tych oddziałów nie ma szans na odniesienie sukcesu, więc próbował przekonać je do współpracy, ale misja wysłanego w tym celu Mikołaja Herburta zakończyła się niepowodzeniem. Zborowski zapewnił jednak hetmana, że w razie większego zagrożenia stawi się na jego wezwanie. To na razie musiało wodzowi wystarczyć, więc bez dalszej straty czasu ruszył przeciwko Wałujewowi.

Carowo Zajmiszcze leżało w dolinie przegrodzonej szeroką groblą rzeki Świaż. Za miasteczkiem powstał duży staw, za którym znajdowała się spora, pusta przestrzeń, ograniczona jednak w pewnym stopniu przez las. To właśnie tam Rosjanie zbudowali ostrożek. Miejsce doskonale nadawało się do obrony: z dwóch stron było osłonięte lasem, z jednej drogę blokowały bagna, a od strony grobli obrońcy wykopali głęboki rów. Na widok polskich oddziałów Wałujew spalił miasteczko i wyprowadził w pole oddział liczący około 3000 jazdy i piechoty. Doszło wówczas do nierozstrzygniętej bitwy, ale gdy 24 czerwca hetman z całością sił podszedł pod spalone miasteczko, Wałujew musiał się wycofać za groblę. Żółkiewski rozkazał ustawić obóz na pobliskim wzgórzu, tylko piechota i jazda kozacka stanęły u wylotu grobli. Hetman kategorycznie zabronił forsowania grobli, ponieważ obawiał się podstępu i zamierzał atakować dopiero nocą. Kilkudziesięciu kozackim żołnierzom rozkazał znaleźć dogodne przejścia przez staw poniżej grobli, innej grupie nakazał budowę prowizorycznego mostu.

Jazda kozacka w XVII w.

Jazda kozacka w XVII w.

Wbrew swoim wcześniejszym założeniom Żółkiewski nakazał atak w godzinach popołudniowych, natychmiast po zlokalizowaniu przez Kozaków dogodnych przejść przez staw. Po krótkiej walce atakowani z dwóch stron strzelcy moskiewscy rozpoczęli odwrót, a piechota polska ruszyła za nimi w pościg. Wówczas Wałujew wyprowadził z ostrożka 3000 jazdy i tylko czujność hetmana, który posłał przez prowizoryczny most posiłki, uchroniła piechotę przed klęską. Jazda rosyjska została pobita i musiała wrócić do ostrożka. Strona moskiewska okupiła potyczkę stratą około 100 zabitych i kilkudziesięciu wziętych do niewoli. Po stronie polskiej poległo około 20 ludzi. Po skończonej bitwie, zaniepokojone odgłosami walki, pod Carowe Zajmiszcze przybyły chorągwie Zborowskiego i po otrzymaniu zapewnienia o wypłaceniu zaległego żołdu zgodziły się przejść pod komendę hetmana.

Następnego dnia Żółkiewski przeprawił na drugi brzeg rzeki wszystkie oddziały i tabor. Hetman wiedział, że atak na umocnione pozycje nieprzyjaciela musi zakończyć się dużymi stratami, postanowił więc pokonać obrońców głodem. W celu uszczelnienia blokady hetman rozkazał wybudowanie umocnionych posterunków, w których umieścił piechotę i Kozaków zaporoskich. Odcięty od wody i żywności Wałujew próbował przerwać blokadę, ale podczas licznych wypadów utracił ponad 500 ludzi, a mimo to przez tydzień nie zdołał przebić się przez polskie pozycje. Tymczasem Żółkiewski rozsyłał we wszystkie strony zwiadowców, którzy mieli meldować mu o ruchach koncentrującej się pod Możajskiem głównej armii rosyjskiej. Jeden z takich oddziałów przywiózł hetmanowi kilku pochwyconych żołnierzy cudzoziemskich. Od nich polski dowódca dowiedział się o słabym morale oddziałów najemnych, spowodowanym niewypłacaniem żołdu przez cara. Żółkiewski wysłał więc list do cudzoziemskich żołnierzy, w którym nakłaniał ich do odstąpienia od Moskali. Człowiek wiozący wiadomość został pochwycony i powieszony, ale treść listu dotarła do żołnierzy, co w przyszłości w znacznym stopniu wpłynie na postawę najemników.

Ofensywa Rosjan

W tym czasie kończyła się koncentracja Rosjan pod Możajskiem. Pod koniec czerwca do armii Szujskiego dołączyli ludzie de la Gardie, a od strony Rżewa zbliżały się oddziały Horna i Boratyńskiego. Późnym popołudniem 1 lipca 1610 r. odbyła się narada wojenna. Nie zachowały się żadne materiały źródłowe o jej przebiegu, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy odtworzyć przebieg rozmów. Nie ma wątpliwości, że de la Gardie i Szusjki chcieli uniknąć bitwy z Żółkiewskim w otwartym polu. Ich głównym celem było przyjście z odsieczą Smoleńskowi, więc zrozumiałe jest, że chcieli zachować swoje siły do bitwy z armią Zygmunta III w jak najlepszym stanie. Walka z osławioną kircholmskim zwycięstwem husarią Żółkiewskiego musiała natomiast zakończyć się w najlepszym razie dotkliwymi stratami. Możemy być też pewni, że obaj wodzowie zauważyli możliwość osaczenia hetmańskich oddziałów pod Carowym Zajmiszczem. Rosjanie byli przecież mistrzami w odcinaniu nieprzyjaciela za pomocą systemu ostrożków i zapewne tej taktyki chcieli użyć w tym przypadku. Gdyby udało się zablokować Żółkiewskiego pod Carowym Zajmiszczem, wówczas oddział Wałujewa wsparty pewnymi oddziałami wydzielonymi z sił głównych, mógłby blokować siły hetmańskie, a reszta moskiewskich oddziałów ruszyłaby pod Smoleńsk.

Szwedzki muszkieter

Szwedzki muszkieter

Armia Szujskiego ruszyła w stronę Carowego Zajmiszcza 2 lipca bocznym traktem prowadzącym na Kłuszyn. Manewr ten miał ukryć ruchy carskich wojsk przed zwiadowcami Żółkiewskiego oraz ułatwić połączenie z oddziałami Horna i Boratyńskiego. Po dwóch dniach marszu w upalnym, lipcowym słońcu, sprzymierzeni dotarli do Kłuszyna i rozłożyli się w dwóch obozach: w jednym zatrzymali się żołnierze moskiewscy, w drugim − cudzoziemscy i wozy taborowe. Obozy były jednak na tyle duże, że miało się wrażenie, iż oba wojska stacjonowały wspólnie.

Posiadający kilkukrotną przewagę liczebną nad oddziałami hetmańskimi dowódcy sprzymierzonych całkowicie zlekceważyli stronę polską. Nie wysłali żadnych podjazdów pod Carowo Zajmiszcze i w żaden sposób nie umocnili obozu pod Kłuszynem. Świadczy to o tym, że kompletnie nie spodziewali się ofensywnej akcji Żółkiewskiego w trudnym, zalesionym i błotnistym terenie. Jak się okazało był to bardzo poważny błąd, który przesądził o wyniku kampanii kłuszyńskiej.

Nocny marsz Żółkiewskiego

Stanisław Żółkiewski nie zamierzał bezczynnie czekać na zablokowanie jego oddziałów pod Carowym Zajmiszczem. Rano 3 lipca ze zwiadu wrócił oddział rotmistrza Niewiadomskiego z kilkoma bojarami wysłanymi przez Szujskiego przed armią w celu zdobycia żywności. Od nich Żółkiewski dowiedział się, że sprzymierzeni spędzą nadchodzącą noc pod Kłuszynem, czyli 24 kilometry od pozycji hetmańskich. Wiadomość ta została później potwierdzona przez dezerterów z oddziału Horna. Żółkiewski zwołał naradę, na której rozważano trzy koncepcje: oczekiwania pod Carowym Zajmiszczem, wycofania na Smoleńsk lub marszu pod Kłuszyn. Hetman przysłuchiwał się naradzie w milczeniu, ponieważ już wcześniej podjął decyzję. Pod koniec spotkania rozkazał chorągwiom stać w gotowości bojowej, choć nie zdradził jeszcze żadnych konkretnych decyzji.

Dwie godziny przed zachodem słońca (czyli około godziny 20) do dowódców poszczególnych oddziałów przybyli gońcy z rozkazami hetmana do wymarszu. Ze względu na dystans dzielący wrogie armie oraz zły stan dróg, nie czekano do nadejścia ciemności. Wojsko zabrało ze sobą zapasy żywności na dwa dni i wyruszyło w stronę Kłuszyna tak, by zaskoczyć nieprzyjaciela podczas snu lub podczas przygotowań do wymarszu, gdy zamieszanie jest największe. Pod Carowym Zajmiszczem pozostało jedynie 700 jazdy, 800 piechoty i 3000 Kozaków zaporoskich, którzy mieli blokować Wałujewa. By przeciwnik nie zorientował się w sytuacji, zastosowano „maskowanie” w postaci chmielowych tyk, a pozostałym na miejscu żołnierzom nakazano być w ciągłym ruchu, by zasugerować Wałujewowi, że nic w polskim obozie nie uległo zmianie.

Zbroje husarskie

Zbroje husarskie

Czoło pochodu otwierał składający się z dwunastu chorągwi pułk Zborowskiego o łącznej sile 3058 koni. Za nim szedł pułk starosty chmielnickiego Mikołaja Strusia składający się z 9 rot husarskich i 4 kozackich − w sumie było to 1470 koni. Następne maszerowały oddziały Marcina Kazanowskiego oraz Samuela Dunikowskiego liczące łącznie 1020 koni. Szyk zamykał składający się z 1010 koni i 400 Kozaków zaporoskich pułk hetmana. W środku kolumny maszerował oddział piechoty (100 ludzi Żółkiewskiego i 100 Strusia) a także dwa działa.

Trudne warunki terenowe spowodowały rozciągnięcie kolumny na dystansie kilku kilometrów. Nocny marsz po wąskiej i błotnistej drodze musiał być dla polskich wojsk bardzo uciążliwy. Świadczy o tym niskie tempo marszu: na przebycie 18 kilometrów oddziały potrzebowały 8−9 godzin. Mimo to dzięki doświadczonym przewodnikom przed świtem wojsko zdołało dotrzeć na odległość 6 km od Kłuszyna, a czołowe chorągwie osiągnęły skraj lasu. Dowódcy idących z przodu oddziałów myśleli, że przeciwnik obozuje pod samym Kłuszynem, dlatego też poszli ze swoimi chorągwiami dalej. W mroku kończącej się nocy nie dostrzegli nieprzyjacielskiego obozu, i dopiero sygnaliści grający pobudkę uświadomili ich o pomyłce. Oddziały te musiały cofnąć się do stopniowo wyjeżdżających z lasu i szykujących się do nadchodzącej bitwy sił głównych.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek