Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Faza I

Pole bitwy

Bitwa pod Kłuszynem rozegrała się na lekko pofałdowanej polanie, długiej na 10 km i szerokiej na 1.5−2 km, rozciągającej się na północ za wioski Bogajewo i Łagoczychę. Od strony zachodniej i północno-zachodniej polanę ograniczał las oraz wieś Piriniewo, w pobliżu której znajdował się obóz wojsk cudzoziemskich. Od wschodu teren ograniczała bagnista dolina rzeczki Gżać, nad którą rozłożyli się żołnierze moskiewscy. Środek polany zajmowała wioska Preczystoje − jej płoty przecinały polanę w poprzek. Teren taki doskonale nadawał się do ataku ciężkiej jazdy, ale uniemożliwiał lekkiej jeździe oskrzydlenie przeciwnika.

Walka o płot

Bitwa pod Kłuszynem

Bitwa pod Kłuszynem

Brak jakichkolwiek straży i umocnień obozów pozwolił chorągwiom hetmańskim zastać zupełnie nieprzygotowanego nieprzyjaciela. Większość wrogich żołnierzy jeszcze spała lub w najlepszym razie dopiero budziła się ze snu. Niestety Żółkiewski nie mógł w pełni wykorzystać zaskoczenia. Dwa działka ugrzęzły na błotnistej drodze, blokując drogę pozostałym wojskom, które traciły sporo czasu na ominięcie przeszkody, dlatego hetman dysponował tylko częścią sił, a bez zebrania wszystkich chorągwi nie zamierzał atakować dysponującego przygniatającą przewagą liczebną wroga. Poza tym istotnym problemem była leżąca między obozami pośrodku polany wieś Preczystoje i jej płoty mogące stanowić poważną przeszkodę dla szarżującej husarii. Żółkiewski wysłał więc gońców z rozkazami przyspieszenia marszu nieobecnym jeszcze oddziałom, a stojącym przy nim Kozakom rozkazał spalić zabudowania wioski i zniszczyć płot.

Wydaje się, że dopiero łuna pożaru zaalarmowała nieprzyjaciela, który zaczął gorączkowe przygotowania do bitwy. Dużo sprawniej zrobili to mniej liczni, ale lepiej wyszkoleni cudzoziemcy, szczególnie piechota, która zawsze potrzebuje mniej czasu na przygotowania niż jazda. Dowódcy sprzymierzonych musieli zdawać sobie sprawę ze znaczenia płotu, który w obecnej sytuacji był jednym z niewielu atutów armii Szujskiego, dlatego też pierwsze oddziały zostały wysłane do ochrony tej przeszkody. Muszkieterzy cudzoziemscy i strzelcy moskiewscy podeszli na odległość strzału i zaczęli zasypywać ogniem niszczących płot Kozaków. Determinacja i szybko rosnąca przewaga liczebna wroga skłoniła dowódców kozackich do odwrotu. Pod osłoną stojącej przy płocie piechoty sprzymierzeni rozpoczęli ustawianie reszty armii.

Formowanie szyku

Prawe skrzydło sprzymierzonych zajęli żołnierze cudzoziemscy zgodnie z panującą na zachodzie taktyką: w pierwszej linii ustawiona w czworoboki piechota, dalej jazda. Dymitr Szujski ustawił swoje siły na lewym skrzydle w trzech liniach: pierwszą z nich utworzyła jazda pomiestna, drugą − strzelcy moskiewscy wymieszani z jazdą pomiestną i rajtarią (najprawdopodobniej były to oddziały moskiewskie szkolone na sposób zachodni), natomiast trzecia linia utworzona przez piechotę nieregularną i artylerię stanęła pod samym obozem. Należy przy tym podkreślić fakt, że stanowiska artylerii wybrano w tak niefortunny sposób, iż nie odegrała ona w bitwie żadnej roli. Cudzoziemców od Rosjan oddzielała płonąca wieś, utrudniająca współdziałanie obu skrzydeł.

Żółkiewski uznał, że dużo korzystniej będzie skierować główny wysiłek przeciwko oddziałom moskiewskim, dlatego skoncentrował większość sił na prawym skrzydle. W dwóch lub trzech liniach stanęły tam chorągwie Zborowskiego, a za nimi oddziały Kazanowskiego i Dunikowskiego. Na lewym skrzydle hetman umieścił ludzi Strusia, a za nimi oddział hetmański pod dowództwem Janusza Poryckiego. Na skraju lewego skrzydła stanęli Kozacy zaporoscy. W odwodzie, pod osobistym dowództwem Żółkiewskiego, zostało kilka rot husarskich, być może były to najlepsze oddziały w armii. Piechota i działa były wciąż w drodze.

Przed czwartą rano wszystko było gotowe. Nad głowami czekających w szyku husarzy sterczały rzędy kopii, których proporce falowały na lekkim, porannym wietrze. Przed rozpoczęciem bitwy hetman dokonał osobistego przeglądu wojsk. Żółkiewski wiedział, że widok tak licznego przeciwnika może działać deprymująco na jego ludzi, dlatego starał się żarliwą przemową natchnąć żołnierzy do walki. Tuż za hetmanem podążał ksiądz Piotr Kulesza i błogosławił żołnierzy. Być może doszło wówczas do ostatniej narady z dowódcami, podczas której hetman wyjaśnił plan bitwy i w razie przełamania szyku zabronił długiego ścigania wroga, nakazując oddziałom powrót na pole bitwy.

Próby rozbicia oddziałów moskiewskich

Szarża husarii

Szarża husarii

Około 4.00 Żółkiewski dał sygnał do rozpoczęcia ataku. Zagrały trąby oraz bębny i pierwsza grupa husarzy Zborowskiego opuściwszy kopie ruszyła w kierunku wroga. Zakuci w stalowe pancerze jeźdźcy zbliżali się do płotu, powoli nabierając prędkości. Ponieważ zniszczenia dokonane przez Kozaków nie pozwalały atakować szerokim ugrupowaniem, husarze ścisnęli szeregi. Konie z każdym krokiem mknęły coraz szybciej, by w momencie uderzenia uzyskać jak największy impet. Z braku innych rozkazów jazda moskiewska biernie oczekiwała na atak ciężkiej jazdy hetmańskiej. Rozpędzeni husarze wpadli z ogromnym impetem w sam środek nieprzyjacielskiego ugrupowania. Pierwsza linia jazdy pomiestnej została praktycznie wdeptana w ziemię, uderzenia nie wytrzymały też kolejne szeregi osłoniętych jedynie lnianymi pancerzami lub kolczugami żołnierzy moskiewskich. Husaria zdołała przebić na całej głębokości pierwszorzutowe chorągwie nieprzyjaciela, ale zaciekły choć krótkotrwały opór wroga pozbawił ją niemal całego impetu uderzenia i doprowadził do chwilowego zmieszania szyku. Husarze odrzucili resztki połamanych kopii i dobywszy szabel lub koncerzy ruszyli na drugą linię Rosjan.

Dowódcy moskiewscy, widząc klęskę pierwszej linii, wysłali przeciw zwycięskim chorągwiom Zborowskiego jazdę drugiego rzutu. Dwie linie kawalerii wpadły na siebie, doszło do zażartej walki na białą broń. Co chwilę ugodzony jeździec jednej lub drugiej strony zwalał się pod końskie kopyta. Atak husarii zaczął się załamywać, aż w końcu utknął zupełnie w nieprzebranych moskiewskich szeregach. Walka niebezpiecznie się przedłużała, a dużo liczniejszy nieprzyjaciel nie dał się rozbić i powoli zaczął brać górę nad garstką husarzy. Poza tym część oddziałów wroga wychodziła na flanki atakujących ludzi Zborowskiego, grożąc im całkowitym okrążeniem. Na szczęście doświadczeni dowódcy w porę zauważyli niebezpieczeństwo i dali sygnał do odwrotu. Jeźdźcy dokonali zwrotu w miejscu i skierowali się w stronę pozycji wyjściowych. Zanim jednak do nich dotarli, musieli wyrąbywać sobie drogę przez szeregi moskiewskie, które zdołały już zamknąć powstałe po szarży luki.

Stojący na wzgórzu Żółkiewski widział, że szarża husarii załamała się, rzucił więc do ataku chorągwie husarskie drugiego rzutu. Oddziały polskie były ustawione w szachownicę, zatem uderzenie to spadło tuż obok wychodzących właśnie z okrążenia chorągwi Zborowskiego. Nie ma pewności, czy pułki moskiewskie ruszyły na pędzącą husarię, by w ten sposób zmniejszyć impet uderzenia polskiej jazdy, ale nie ma to większego znaczenia. Na początku XVII wroga kawaleria nie miała praktycznie żadnych szans na zatrzymanie pędzącej husarii, świeże chorągwie husarskie uderzyły więc na nieprzyjaciela z łatwością rozbijając jego szyk. Żołnierze moskiewscy w pierwszej linii albo zginęli, albo rzucili się do panicznej ucieczki. Natychmiast z pomocą przyszły oddziały z głębi pozycji i ponownie doszło do zaciętej walki na białą broń. Być może część rot husarskich przebiła się przez drugą linię jazdy pomiestnej i dotarła w pobliże ukrytych w nadrzecznych krzakach strzelców moskiewskich. Prawdopodobne jest więc, że jazda polska mogła ponieść spore straty od ognia muszkietowego, co w połączeniu z atakiem świeżych oddziałów moskiewskich uderzających z boku, doprowadziło do załamania się również tej szarży. Po raz kolejny dowódcy polscy dali sygnał do odwrotu i rozpoczęło się mozolne wyrąbywanie sobie drogi w kierunku własnych pozycji.

Bitwa pod Kłuszynem

Bitwa pod Kłuszynem

Widząc kolejną porażkę ciężkiej jazdy, hetman wysłał na wroga trzeci rzut husarii. Chodziło o to, by ułatwić wycofanie się oddziałom drugiego rzutu oraz by nie dać przeciwnikowi czasu na przegrupowanie i załatanie dziurawego szyku. Tak więc jeszcze nie wróciły chorągwie drugiego rzutu, gdy na szeregi moskiewskie spadł potężny atak świeżych chorągwi husarskich, ale i on nie przyniósł zwycięstwa. Dlatego też hetman musiał wysłać do boju po raz drugi oddziały Zborowskiego, które wpadły na wroga w chwili, gdy husaria trzeciego rzutu z trudem wychodziła z okrążenia. Jednak tym razem siła uderzenia nie była już tak duża, jak za pierwszym razem. Pozbawieni kopii husarze musieli od razu szarżować z pałaszami w rękach, a zmęczone wcześniejszym atakiem konie nie potrafiły nabrać maksymalnej prędkości. Atak doprowadził jedynie do rozbicia pierwszorzutowych chorągwi moskiewskich. Do drugiej szarży poszły więc roty husarskie drugiego, a potem trzeciego rzutu. Za każdym razem część wrogich oddziałów ulegała rozbiciu, ale szarże zostały odparte. Mijały minuty i godziny, spienione konie dobywały z siebie resztki sił, zbroczeni krwią i brudni od kurzu, na wpół zemdleni husarze w krótkich chwilach odpoczynku z trudem łapali powietrze. Ale gdy tylko rotmistrz dawał rozkaz do ataku, chorągiew ponownie ruszała na wroga. Determinacja polskich oddziałów dobitnie świadczy o wysokim morale i świetnym wyszkoleniu żołnierzy. Na uznanie zasługują także oddziały moskiewskie, które ginęły, ale twardo odpierały falowe szarże husarii.

Walki na lewym skrzydle

W tym samym czasie na lewym skrzydle armii Żółkiewskiego bój toczyła husaria pod dowództwem starosty chmielnickiego Mikołaja Strusia. Jednostki polskiego lewego skrzydła miały dużo trudniejsze zadanie do wykonania, ponieważ po przeciwnej stronie stały dobrze uzbrojone i zaprawione w boju oddziały cudzoziemskie. Stojące w pewnej odległości od płotu regimenty nieprzyjacielskich muszkieterów i pikinierów w każdej chwili mogły zostać wsparte przez stojące za nimi kornety rajtarii. Jednak to nie czworoboki piechoty, lecz stojący przed nimi płot był największym zmartwieniem Strusia. Według źródeł płot był dębowy i solidny, a Kozacy próbujący zniszczyć go w pierwszej fazie starcia zdołali zrobić w nim jedynie kilka wąskich przejść.

Starosta chmielnicki miał do wyboru dwa warianty ataku. Pierwszy polegał na minięciu płotu przez wyrąbane przejścia i ustawienie chorągwi husarskich do ataku dopiero za przeszkodą. Rozwiązanie to wydaje się jednak mało prawdopodobne, ponieważ ściśnięte w wąskich przejściach roty husarskie byłyby łatwym celem dla wrogich muszkieterów, poza tym po minięciu przeszkody polska jazda musiałaby formować szyk pod nieprzyjacielskim ostrzałem. Bardziej prawdopodobne jest, że Struś nakazał szarżę szerokim frontem, impet uderzenia ciężkiej jazdy miało być skierowane głównie na obalenie płotu, a tylko część oddziałów atakująca przez przejścia w płocie miała od razu uderzyć na nieprzyjaciela.

Pikinier i muszkieter

Pikinier i muszkieter

Odgłosy walk toczonych na prawym skrzydle były dla starosty sygnałem do rozpoczęcia ataku. Aby zminimalizować straty od ognia muszkietowego, husaria po osiągnięciu pozycji wyjściowych do ataku od razu przeszła do galopu i po kilku następnych krokach do cwału. Dla dobrze wyszkolonych koni husarskich nie był to żaden problem. Tymczasem dowódcy cudzoziemscy przygotowywali oddziały do odparcia zbliżającej się z pełną prędkością jazdy. Pikinierzy utworzyli ciasny szyk, który miał osłonić stojących z tyłu muszkieterów przed atakiem, natomiast strzelcy powbijali forkiety w ziemię i czekali na komendę otwarcia ognia. Rozkaz taki padł, gdy oddziały polskie znajdowały się tuż obok płotu. Czerwona wstęga ognia przelała się od jednej strony czworoboków na drugą. Huk muszkietów pomieszał się z odgłosem walących się ludzi i koni. Padły praktycznie wszystkie wierzchowce pierwszej linii, ale mimo to szarżę kontynuowano. Gdy husaria mijała dziury w płocie, bądź próbowała go obalić, przez szeregi nieprzyjacielskie przetoczyła się druga fala ognia. Padli kolejni zabici i ranni. Oddziały, którym przyszło niszczenie płotu rzuciły się do odwrotu, natomiast roty, które przecisnęły się prze luki w płocie, dostały się pod morderczy ogień prowadzony z przodu oraz obu boków i także rozpoczęły pośpieszny odwrót. Zadanie to było jednak utrudnione, ponieważ wąskie przejścia były zablokowane przez trupy poległych towarzyszy i zabite konie. Przeciwnik nie miał litości i bez pardonu wykorzystywał ścisk i chaos w polskich szeregach, prowadząc do nich ciągły ogień. Pierwsza szarża husarii na lewym skrzydle zakończyła się całkowitą porażką.

Po powrocie oddziałów pierwszego rzutu, Mikołaj Struś wysłał do ataku husarię z drugiej linii. Być może w ataku tym wzięły również udział roty kozackie, które ogniem pistoletowym i ostrzałem z łuków miały zmiękczyć obronę nieprzyjaciela, ale jeśli nawet manewr taki miał miejsce, nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Celny ogień czołowy i flankowy doprowadził do załamania się drugiej i trzeciej szarży husarii lewego skrzydła, mimo że w trzecim ataku dla podniesienia morale wzięli udział pułkownicy. Czas mijał, straty gwałtownie rosły, a czworoboki cudzoziemskiej piechoty stały niewzruszenie na swoich pozycjach. Najprawdopodobniej niepowodzeniem zakończyły się także wszystkie próby obalenia płotu.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek