Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Oblężenie miasta

System obronny Jerozolimy

Ostatnie godziny przed dotarciem pod mury Jerozolimy krzyżowcy przeszli w wyjątkowo podniosłym nastroju. Każdy z nich mógł czuć się wybrańcem Boga i było dla niego oczywiste, że szczęśliwie dotrwał do tej chwili, od miesięcy znosząc upał, głód i choroby, by teraz dostąpić zaszczytu zdobycia Świętego Miasta. Niemal nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że jedne z najpotężniejszych murów ówczesnego świata zdołają zatrzymać go choćby na chwilę. Jednak ci, którzy uważnie przyjrzeli się umocnieniom, szybko zrozumieli powagę sytuacji.

Plan Jerozolimy

Plan Jerozolimy

Jerozolima od wielu stuleci słynęła ze swoich murów obronnych. Umocnienia te pochodziły z II wieku, z czasów cesarza Hadriana, który odbudował je po zniszczeniach z wojny żydowskiej w roku 70 i późniejszego powstania Bar Kochby. Obrys murów pokrywał się z umocnieniami wzniesionymi kilkaset lat później przez Sulejmana Wspaniałego, które dotrwały do dzisiejszego dnia. Ale nie tylko potężne fortyfikacje strzegły dostępu do miasta, lecz także natura. Szturmować miasto można było jedynie od południowo-zachodniej strony, gdzie mury przecinały górę Syjon, oraz od północy. Od wschodu miasto było chronione przez strome stoki doliny Cedronu, na południowym wschodzie zaś podobną rolę spełniały zbocza doliny Gehenny.

Sercem systemu obronnego Jerozolimy była znajdująca się w połowie zachodniego muru, pełniąca rolę cytadeli Wieża Dawida. Najsłabszym punktem obrony był natomiast brak własnych ujęć wody, gdyż na terenie miasta nie tryskało żadne źródło. Rzymianie rozwiązali ten problem tylko połowicznie, budując ogromne zbiorniki na wodę.

Fatymidzki dowódca garnizonu, Iftichar ad-Daula, dobrze przygotował miasto do oblężenia. Zebrał liczne oddziały, nieustępujące liczbą armii krzyżowej, oraz zgromadził zapasy broni i żywności. Wygnał też wszystkich chrześcijan, co miało zapobiec zdradzie jakiej dopuścił się na przykład Firuz w Antiochii, poza tym znacznie zmniejszało liczbę ludzi do wykarmienia, a to dawało znacznie większą szansę na doczekanie idącej z Egiptu odsieczy. Iftichar kazał też ogołocić okoliczne wsie z żywności i zatruć źródła wody. Zanim podstęp wyszedł na jaw, wielu krzyżowców przypłaciło to życiem.

Oblężenie Jerozolimy

Krzyżowcy mieli za mało ludzi, by otoczyć miasto szczelnym pierścieniem wojsk, dlatego zdecydowali się na zajęcie tylko najbardziej dogodnych do ataku pozycji. Robert z Normandii zajął miejsce po północnej stronie murów naprzeciw Bramy Kwietnej (Heroda), obok niego znalazły się wojska Roberta z Flandrii (naprzeciw Bramy Kolumny zwanej także Bramą Św. Szczepana lub Bramą Damasceńską), a dalej, od północno-zachodniego narożnika do Bramy Jafskiej, stanęły oddziały Gotfryda. Rajmund z Saint-Gilles rozłożył się początkowo na południe od pozycji Gotfryda, ale uznał, że leżąca między jego ludźmi a miastem dolina za bardzo utrudnia dostęp do murów i przeniósł się po paru dniach na górę Syjon. Ostatni do oblężenia przystąpił Tankred, gdyż trochę czasu zajęło mu przyprowadzenie stad owiec zagarniętych w czasie marszu na Jerozolimę.

Od samego początku oblężenia krzyżowcy borykali się z kilkoma poważnymi problemami. Najpoważniejszym z nich był bez wątpienia brak wody. Jedyna niezatruta przez Iftichara sadzawka znajdowała się w zasięgu fatymidzkich łuczników i niejeden śmiałek chęć zaspokojenia pragnienia przypłacił zdrowiem lub życiem. Krzyżowcy zmuszeni byli wyprawiać się po wodę do odległych o 10 km źródeł, ale z powodu niewielkich oddziałów wysyłanych z miasta było to również bardzo niebezpieczne. Drugim istotnym problemem był niedobór jedzenia. Teren był ogołocony z żywności, a owce przyprowadzone przez Tankreda nie starczyły na długo. To poniekąd wymuszało na krzyżowcach konieczność sybkiego zdobycia miasta.

Przekrój przez wieżę oblężniczą

Przekrój przez wieżę oblężniczą

Pierwszy, niewielki na razie sukces, krzyżowcy odnieśli trzeciego dnia oblężenia, gdy oddział rycerzy starł się z dwustoma Arabami, pokonując ich w walce, jednak potyczka ta nie miała większego znaczenia strategicznego. Do dużo ważniejszych zdarzeń doszło 12 i 13 czerwca. W niedzielę 12 czerwca baronowie odbyli pielgrzymkę na Górę Oliwną, gdzie spotkali pustelnika, który polecił im uderzyć na miasto następnego dnia. Uwagi o braku sprzętu oblężniczego starzec zbywał lekceważąco, twierdząc, że krzyżowcy powinni mieć więcej wiary, która zapewni im zwycięstwo. Niestety okazało się, że nawet najbardziej żarliwa wiara nie jest w stanie skruszyć murów Jerozolimy i szturm zakończył się całkowitą klęską. Nielicznym rycerzom udało się wprawdzie wspiąć po drabinach na umocnienia, ale śmiałkowie ci zostali bez trudu rozsiekani przez obrońców.

Na naradzie 15 czerwca podjęto rozsądną decyzję o wstrzymaniu dalszych szturmów przed zgromadzeniem niezbędnych machin oblężniczych oraz odpowiedniej liczby drabich, których niewielka ilość w głównej mierze przesądziła o porażce 13 czerwca. Gorzej było z realizacją tego postanowienia: najbliższa okolica Jerozolimy była pozbawiona drzew i innych niezbędnych do budowy materiałów, a wyprawy po surowiec w dalsze rejony wiązały się z dużą stratą czasu, co w sytuacji braku żywności mogło zakończyć się katastrofą. W trudnej sytuacji do krzyżowców kolejny raz uśmiechnęło się szczęście: 17 czerwca do portu w Jaffie przybyła chrześcijańska flotylla złożona z sześciu okrętów. Poza żywnością oraz genueńskimi i angielskimi posiłkami przywiozła potrzebne do konstrukcji machin gwoździe, liny i sworznie. Niewielki oddział wysłany po materiały został zaatakowany przez muzułmanów i tylko szybka odsiecz przyprowadzona przez energicznego Rajmunda Pileta uchroniła krzyżowców przed pogromem. Anonim opisujący te wydarzenia przykłada dużą wagę do zdobycia 103 koni, co może świadczyć, że armia krzyżowa cały czas cierpiała na niedostatek wierzchowców.

Przywiezione zapasy wywołały w obozie krzyżowców prawdziwą euforię, ale wciąż pozostał nierozwiązany problem braku drewna. W celu zdobycia budulca postanowiono zorganizować wyprawę do odległej o 50 km Samarii. Na czele ekspedycji stanęli Tankred i Robert z Flandrii. Udało im się przywieźć ze sobą setki bali i wystarczającą ilość tarcicy. Teraz prace konstrukcyjne ruszyły pełną parą, pracowano bez wytchnienia dniami i nocami. Saraceni świadomi zbliżania się chwili generalnego szturmu próbowali wzmocnić system obronny miasta, umieszczając na zwieńczeniach murów i baszt worki wypełnione bawełną i słomą, które miały zamortyzować uderzenia pocisków wystrzeliwanych przez katapulty wroga. Niewiele mogli jednak zrobić, by przygotować się do przyjęcia ogromnych wież oblężniczych wyposażonych w sprzęt miotający ciężkie pociski i ruchomy most.

Gdy minął entuzjazm wywołany dostawą sprzętu, budowa machin znacznie zwolniła, gdyż krzyżowcy powrócili do ostrych sporów między sobą. Najpierw przyczyną kłótni była sprawa Betlejem, po zdobyciu którego na szczycie Kościoła Narodzenia Tankred wbił swój sztandar. Wywołało to ostre protesty duchowieństwa i pozostałych baronów zarzucających młodemu krewnemu Boemunda zawłaszczenie sobie jednego z najświętszych miejsc chrześcijaństwa. Tankred twardo stał przy swoim i sprawy na razie nie rozstrzygnięto. Drugim drażliwym problemem była kwestia przyszłego statusu Jerozolimy. Baronowie zgodnie twierdzili, że najlepszą formą rządów będzie monarchia, z kolei duchowni uważali, że władcą Jerozolimy − miasta, w którym Chrystus nosił koronę cierniową − nie może być żaden koronowany władca. Spory o władzę w niezdobytym wciąż mieście były niczym innym, jak dzieleniem skóry na niedźwiedziu, ale były o tyle istotne, że powodowały opóźnienie, które z każdym dniem zwiększało szansę na przybycie odsieczy.

Procesja pod murami Jerozolimy

Procesja pod murami Jerozolimy

Na początku lipca po obozie krzyżowców rozeszła się wieść o potężnej armii fatymidzkiej ciągnącej z Egiptu. Co bardziej lękliwi pielgrzymi natychmiast opuścili obóz. Teraz czas nabrał ogromnego znaczenia, a wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Rano 6 lipca do brata biskupa Le Puy, Wilhelma Hugona z Monteil, przybył ksiądz Piotr Dezydery. Twierdził on, iż ukazał mu się zmarły niedawno Ademar z instrukcjami, wypełnienie których miało zapewnić zdobycie Jerozolimy. Instrukcje te wykonano z największą skrupulatnością. Najpierw ogłoszono trzydniowy post, a 8 lipca 1099 r. wszyscy krzyżowcy wzięli udział w procesji wokół murów miejskich i po okrążeniu miasta udali się na Górę Oliwną. Tam uczestnicy wyprawy wysłuchali płomiennych przemów najpierw Piotra Pustelnika, a potem kapelana hrabiego Tuluzy, Rajmunda z Aguilers, oraz Arnulfa z Rohes, który uchodził za najznakomitszego kaznodzieję w całej armii. Przemowy wzruszyły zgromadzony tłum, nawet Tankred i Rajmund ślubowali walczyć ramię w ramię za Krzyż. Po zakończeniu procesji z nową energią zabrano się do pracy. Nikt się nie oszczędzał. Pracowali prości pielgrzymi, kobiety, dzieci oraz najznakomitsi rycerze. 10 lipca trzy ogromne beluardy były gotowe. Jedną z wież ustawiono naprzeciw północnego odcinka murów, drugą wtoczono na Górę Syjon, a trzecią, najmniejszą, podciągnięto pod południowo-zachodni narożnik murów.

Saraceni przerazili się widokiem gotowych wież. Byli oczywiście świadomi toczonych nad nimi prac, ale zaskoczyła ich wielkość zbudowanych konstrukcji. Iftichar ad-Daula, nawet jeśli zwątpił w możliwość odparcia szturmu, nie dał tego po sobie poznać. Rozkazał wzmocnić odcinki, które miały być atakowane przy pomocy beluard i nakazał ostrzał wież. Konstrukcje stały się celem strzał, kamieni i ognia greckiego, ale krzyżowcy czuwali przy nich, by nie zajęły się ogniem, a nieustannie moczone skóry, którymi były obłożone, doskonale zdały egzamin. W pewnych miejscach wieże zaczęły się dymić, nigdzie jednak nie zajęły się prawdziwym ogniem.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek