Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Krzyżowcy pod murami Konstantynopola

Hugon hrabia Vermandois

Pierwszym wielmożą francuskim gotowym do krucjaty był Hugon hrabia Vermandois, młodszy syn króla francuskiego Henryka I i brat króla Filipa. Do jego oddziału dołączyły niedobitki z rozbitej wyprawy Emicha m.in. Piotr Cieśla i Drogon z Nesle. W październiku 1096 r. grupa dotarła do Bari, skąd drogą morską udała się do Dyrrachium. Z pozoru łatwa przeprawa przez wąski w tym miejscu Adriatyk zakończyła się katastrofą: nagła burza zatopiła część okrętów, utonęło wielu ludzi. Hrabia przeżył wypadek, ale wydarzenie odcisnęło na nim głębokie piętno.

Trasa przemarszu armii krzyżowych

Trasa przemarszu armii krzyżowych

W drodze do stolicy Bizancjum krzyżowcom towarzyszył osobisty wysłannik cesarza, admirał Manuel Butumites. W Konstantynopolu Aleksy I obsypał hrabiego hojnymi darami, a po kupieniu w ten prosty sposób jego przychylności uzyskał wiele cennych informacji. Cesarz dowiedział się m.in., że armie krzyżowe będą dążyły do założenia na Bliskim Wschodzie niezawisłych księstw. Bufor w postaci chrześcijańskich państw oddzielających ziemie muzułmanów od cesarskich posiadłości byłby na rękę Aleksemu, pod jednym wszakże warunkiem: władcy nowopowstałych księstw uznaliby jego osobę swoim seniorem. Cesarz wiedział, że na zachodzie wasal potwierdza swoją zależność poprzez złożenie przysięgi, dlatego też zamierzał zażądać złożenia takiego zobowiązania od wszystkich przywódców grup krzyżowych. Pierwszym, który na to przystał był Hugon.

Gotfryd z Bouillon

Na początku sierpnia z Lotaryngii wyruszyła wielka armia krzyżowa dowodzona przez księcia Dolnej Lotaryngii Gotfryda z Bouillon. Towarzyszyło mu dwóch braci (najstarszy z całej trójki Eustachy III, hrabia Boulogne i najmłodszy z rodzeństwa Baldwin) oraz kwiat rycerstwa walońskiego i lotaryńskiego. Gotfryd zdecydował się poprowadzić swoje oddziały szlakiem przez Węgry, gdzie dotarł na początku października. By zyskać zgodę Kolomana na przemarsz przez Węgry, wysłano do niego poselstwo, na czele którego stał Gotfryd z Esch. Król węgierski zwlekał z odpowiedzią przez tydzień, po czym wyraził ochotę na bezpośrednie spotkanie z przywódcą wyprawy. Rozmowy z Gotfrydem z Bouillon odbyły się w Sopronie. Książę wywarł na królu bardzo pozytywne wrażenie, Koloman zgodził się na przemarsz krzyżowców przez swoje państwo, ale zażądał, by na czas przemarszu Baldwin wraz z żoną i dziećmi zostali jego zakładnikami. Nie mając innego wyjścia przywódcy krucjaty wyrazili na to zgodę. Przemarsz przez Węgry odbył się bardzo sprawnie i pod koniec miesiąca armia krzyżowa pod Zemuniem weszła na teren Bizancjum.

W spustoszonym przez zgraje Piotra Pustelnika i wciąż wyludnionym Belgradzie wojska przebywały jedynie kilka dni. W połowie drogi między Belgradem a Niszem doszło do spotkania z wojskami Aleksego I. Od tego momentu armia krzyżowa była zaopatrywana przez urzędników cesarskich w żywność, wodę i furaż, a marsz krzyżowców w stronę stolicy odbywał się szybko i sprawnie. Pod Filipolis dotarły do rycerzy wieści o hojnych darach, jakie otrzymał Hugon z Vermandois. Baldwin i Gotfryd z Esch, nie chcąc być gorszymi, czym prędzej udali się do Konstantynopola po swoją dolę. Po obozie rozeszła się jednak jeszcze plotka, jakoby Hugon został uwięziony przez cesarza. Utrzymywana do tej pory żelazna dyscyplina natychmiast pękła, żołnierze zaczęli pustoszyć wsie w okolicy miasta Selymbria. Ci, którzy stracili jedynie dorobek życia, byli prawdziwymi szczęściarzami.

23 grudnia 1096 r. armia Gotfryda dotarła pod mury bizantyjskiej stolicy. Mając w pamięci niszczycielską siłę plebsu prowadzonego przez Eremitę, cesarz nie wyraził zgody na wejście doskonale uzbrojonych i świetnie wyszkolonych krzyżowców do miasta. Trzymając ich na rozległych błoniach, zamierzał wymusić na przywódcy wyprawy lenną przysięgę. Mediacji w tej sprawie podjął się Hugon z Vermandois, ale Gotfryd nie zgodził się złożyć przyrzeczenia. Postąpił tak z dwóch powodów. Od szczęśliwców, którzy przeżyli wyprawę ludową, dowiedział się, że winę za klęskę wyprawy rzekomo ponoszą Grecy, a ponad to był już związany jedną przysięgą lenną z cesarzem Henrykiem IV.

Gotfryd z Bouillon przed Aleksym I

Gotfryd z Bouillon przed Aleksym I

Odmowa Gotfryda skłoniła cesarza do wstrzymania dostaw dla krzyżowców, którzy natychmiast rozpoczęli plądrowanie okolicy. Widok płonących wsi skłonił Aleksego do przywrócenia zaopatrzenia. Przez kilka następnych miesięcy trwało zawieszenie broni, podczas którego wojsko Gotfryda otrzymywało niezbędne materiały, a cesarz dążył do wymuszenia przysięgi. Pat trwał do końca marca. Wtedy to na wieści o zbliżaniu się kolejnych armii z Europy Zachodniej wyczerpała się cesarska cierpliwość. Po raz kolejny wstrzymano zaopatrzenie dla łacinników. Rozwścieczeni rycerze uderzyli na miasto, ale szturm nie powiódł się, mimo faktu, że Grecy, nie chcąc bardziej zaogniać sytuacji, strzelali głównie w powietrze. Wysłani następnego dnia posłowie cesarza nie zostali dopuszczeni do głosu. To ostatecznie przekonało Aleksego, że tylko zdecydowane działanie może przynieść oczekiwane rezultaty. Wysłane przeciw krzyżowcom zaprawione w licznych walkach z Turkami oddziały cesarskie szybko rozbiły liczniejsze, ale gorzej dowodzone siły Gotfryda.

Porażka ta uświadomiła księciu jak bardzo uzależniony jest od dobrej woli Greków, bez zgody których nie był nawet w stanie przeprawić się na drugi brzeg Bosforu. Po dokładnym przemyśleniu sprawy, w imię nadrzędnego interesu, Gotfryd zgodził się w końcu złożyć hołdowniczą przysięgę. W Niedzielę Wielkanocną on i kilku znaczniejszych baronów uznało cesarza za suzerena wszystkich zdobytych w przyszłości ziem oraz przyrzekło zwrócić wszystkie tereny należące w przeszłości do Bizancjum. Zaraz po tym oddziały Gotfryda zostały przewiezione na drugą stronę cieśniny do Chalcedonu, skąd udały się do wojskowego obozu w Pelekanonie. Razem z nimi przeprawiono również kilku wasali Gotfryda, którzy przybyli mniej więcej w tym czasie drogą przez Italię.

Boemund z Tarentu

9 kwietnia, zaledwie kilka dni po przetransportowaniu oddziałów Gotfryda na azjatycki brzeg Bosforu, pod Konstantynopol podeszła armia Boemunda z Tarentu, który od wielu lat ostro dawał się we znaki cesarskim żołnierzom. Syn sławnego Roberta Guiscarda, założyciela księstwa neapolitańskiego i śmiertelnego wroga cesarstwa, był bez wątpienia jedną z ostatnich osób, których spodziewano się pod murami cesarskiej stolicy. Boemund prowadził ze sobą całkiem sporą rzeszę krewniaków i wielu znamienitych rycerzy z Francji i Sycylii. Byli wśród nich między innymi syn siostry Boemunda, Tankred, kuzyni Ryszard i Rajnulf z Salerno, Robert z Ansy, Onufry z Monte Scabioso oraz Herman z Kann. Oddziały prowadzone przez Boemunda były mniej liczne od wojsk Gotfryda, ale lepiej wyposażone i wyszkolone.

Początkowo italscy Normanowie nie byli entuzjastycznie nastawieni do idei krucjaty na Bliski Wschód. Przemowa papieża na synodzie w Clermont nie zrobiła na nich większego wrażenia i zamiast na świętej wojnie z Saracenami skoncentrowali się raczej na lokalnych potyczkach i sporach o władzę. Boemund musiał walczyć o schedę po ojcu, który dziedzicem swoich ziem uczynił zrodzonego z drugiej żony młodszego z synów, Rogera Borsę. Boemund zdobył Tarent i Ziemię Otranto, ale stryj poróżnionych braci doprowadził po tym do rozejmu. Zawieszenie broni nie trwałoby pewnie zbyt długo, gdyby nie bunt miasta Amalfi. Latem 1096 r. obaj bracia wyruszyli na wspólną wyprawę przeciwko buntownikom. Podczas oblężenia miasta do Italii przybyło ciągnące do Ziemi Świętej rycerstwo francuskie, a jego liczba i entuzjazm przekonały Boemunda o rzeczywistej skali zrywu wywołanego papieskim apelem. Przenikliwy potomek Guiscarda dostrzegł w tym szansę na zdobycie dla siebie tego o co walczył od wielu lat − własnego potężnego księstwa. Wygłosił do oblegających Normanów przemowę o konieczności ruszenia na Jerozolimę, a po jej zakończeniu zdarł z siebie drogocenny purpurowy płaszcz i poszarpał na kawałki, by dowódcy mogli wykonać krzyże. Słowa i symboliczny gest Boemunda podziałały na jego wasali, którzy złożyli śluby dotarcia do Grobu Pańskiego. Po nich pod sztandary Boemunda zaczęli zgłaszać się również wasale Rogera Borsy i tylko nieliczni zamierzali kontynuować oblężenie miasta.

W październiku 1096 r. armia Boemunda wypłynęła z Bari i wylądowała w kilku miejscach na wybrzeżu Epiru, po wcześniejszym uzgodnieniu desantu ze stroną bizantyjską. Koncentracja normańskich oddziałów nastąpiła pod wioską Dropola, skąd połączona armia rozpoczęła marsz na Konstantynopol. Mimo że Normanowie posuwali się bez eskorty Greków, marsz przebiegał bez poważniejszych incydentów. Dopiero w mieście Kastoria, gdzie Boemund zatrzymał się na Boże Narodzenie, krzyżowcy musieli siłą zarekwirować niezbędne zapasy, ale i tutaj raczej obyło się bez rozlewu krwi. W dalszą drogę armia ruszyła dopiero po świętach, lecz tempo marszu było nadal bardzo małe: w ciągu siedmiu tygodni przebyto zaledwie 160 km.

Normański rycerz

Normański rycerz

Od Wodeny Normanom towarzyszył oddział Pieczyngów, który miał dbać o to, by krzyżowcy posuwali się jedną grupą i nie przebywali w miejscu dłużej niż trzy dni. Wojska cesarskie nie do końca wywiązały się z tego zadania, ponieważ od głównych sił Boemunda oddzielił się oddział hrabiego Rossignuolo, pozostając na drugim brzegu rzeki. Pieczyngowie postanowili siłą zmusić krzyżowców do połączenia armii i uderzyli na oddział hrabiego. Wywiązała się krótka, ale krwawa walka, w wyniku której oddziały bizantyjskie zostały rozbite. Część żołnierzy cesarskich dostała się do niewoli i po walce została postawiona przed obliczem Boemunda. Syn Roberta Guiscarda, po zapewnieniu, że Pieczyngowie wykonywali jedynie rozkazy cesarza, zwolnił jeńców, nie narażając się dzięki temu na niepotrzebny konflikt z Aleksym I. Również przybyłych do niego posłów cesarza zapewnił o swoim dobrym nastawieniu i obiecał im zwrot zdobytych do tej pory łupów. Ze strony bizantyjskiego władcy otrzymał za to obietnicę stałych dostaw żywności oraz paszy.

1 kwietnia 1097 r. Normanowie przybyli do Russy, skąd Boemund ruszył w towarzystwie małego oddziału do Konstantynopola, by spotkać się z cesarzem i dowiedzieć się o wyniku rozmów z pozostałymi przywódcami rycerskich wypraw. Do spotkania pomiędzy Aleksym I a Boemundem doszło już 10 kwietnia. Cesarz został zaskoczony wyjątkowo ugodowym nastawieniem Normana i słusznie przewidywał, że jest to element starannie obmyślonego planu. Nie mylił się. Boemund doskonale wiedział, że mimo kłopotów, Bizancjum nadal jest potęgą, której pomoc jest niezbędna do pomyślnego zakończenia krucjaty. Pozbawiony sankcji papieskich mógł jedynie realizować z innymi baronami o jak najlepsze stanowisko, natomiast uzyskawszy poparcie cesarza miał szansę zostać dowódcą wszystkich krzyżowców. Dlatego też przywódca Normanów zgodził się złożyć przysięgę lenną oraz zasugerował Aleksemu, by ten ogłosił go naczelnym wodzem wszystkich cesarskich wojsk w Azji. Propozycja ta była bardzo kłopotliwa dla cesarza, bo o ile obsypywanie baronów kosztownościami uszczuplało jedynie zasobny skarbiec, o tyle wywyższenie jednego z nich na stanowisko cesarskiego namiestnika mogło przynieść nieprzewidywalne konsekwencje. Ostrożny Aleksy I zbył Boemunda kilkoma ogólnikami, z których nie wynikało jednak żadne zobowiązanie cesarza.

26 kwietnia większość oddziałów Boemunda została za zgodą cesarza przewieziona do Azji i udała się do Pelekanonu na spotkanie z pozostałymi armiami krzyżowymi. Jednak nie wszyscy zgadzali się z ugodową polityką Boemunda. Jego młody i bardzo porywczy siostrzeniec Tankred nie rozumiał subtelnej gry politycznej i dał temu wyraz przemykając ukradkiem na drugi brzeg Bosforu bez złożenia przysięgi lennej. Dla Aleksego I była to przykra sytuacja, ale nie miała ona większego znaczenia. Poza tym cesarz nie miał czasu przejmować się tym incydentem, ponieważ pod stolicę podchodziła armia prowadzona przez Rajmunda IV, hrabiego z Saint-Gilles.

Rajmund IV z Tuluzy, hrabia Saint-Gilles

Rajmund przybywał jako jeden z ostatnich baronów, choć pierwszy zgodził się wyruszyć przeciwko Saracenom. Jego przygotowywana od niemal roku armia była doskonale wyposażona i wyszkolona, co nie należy specjalnie dziwić, ponieważ hrabia posiadał jedne z najbogatszych francuskich prowincji. Razem z nim przybywało wielu możnowładców z południa Francji m.in. Wilhelm z Montpelier, Isoard z Gap, Gaston z Bearn, Gerard z Roussilon i hrabia Orange. Jednak największego splendoru grupie hrabiego z Saint-Gilles dodawała obecność u jego boku Ademara, biskupa Le Puy, który otrzymał od papieża duchowe przywództwo nad krucjatą.

Grupa Rajmunda prawie od samego początku narażona była na wiele niebezpieczeństw. Po sforsowaniu Alp i zrezygnowaniu z transportu morskiego, Francuzi skierowali się do Istrii, by przez Dalmację osiągnąć bizantyjską granicę. Marsz przez Istrię odbył się jeszcze bez większych kłopotów, ale przeprawa przez Dalmację przypominała koszmarny sen. Skaliste pustkowia zamieszkane przez dzikie słowiańskie ludy stały się grobem dla wielu chrześcijańskich rycerzy. Dla posuwających się dużą grupą zakutych w stal żołnierzy Rajmunda odziani w skóry tubylcy nie stanowili większego zagrożenia, ale dla niewielkich oddziałów wysyłanych na poszukiwania żywności byli śmiertelnym zagrożeniem. Wyczerpani nieustanną walką, zimnem i głodem krzyżowcy przekroczyli granicę cesarstwa w okolicy Dyrrachium dopiero na początku lutego. Od tego momentu skończyły się wszelkie problemy z bandami Słowian i brakiem zaopatrzenia.

Krzyżowiec z końca XI w.

Krzyżowiec z końca XI w.

Nie przywykli do żelaznej dyscypliny francuscy żołnierze w niczym nie przypominali karnych oddziałów Boemunda czy nawet Gotfryda. Przysłani przez cesarza Pieczyngowie bardzo szybko zaczęli im przeszkadzać i raz po raz dochodziło do coraz poważniejszych potyczek. Podczas jednej z nich o mały włos nie zginął biskup Le Puy, podczas innej zaatakowany został osobisty poczet Rajmunda. Gdy w Tessalonice krzyżowców opuścił na jakiś czas lekko ranny Ademar, dyscyplina jeszcze bardziej się rozluźniła. Ostatnią zaporą przed niekontrolowanym wybuchem żołnierskiego żywiołu była obecność hrabiego Saint-Gilles, ale gdy Rajmund udał się na spotkanie z cesarzem, pozostawieni bez przywódcy Frankowie rozpoczęli znaczenie trasy przemarszu łunami pożarów i trupami Greków. Przysłana przez Aleksego regularna armia szybko przywróciła porządek. Dufni w przewagę liczebną krzyżowcy ruszyli do ataku, lecz doświadczone oddziały bizantyjskie z łatwością rozbiły wojska hrabiego, zmuszając je do odwrotu i zdobywając bagaże, broń oraz tabor. Klęska z rąk cesarskich oddziałów, które w ostatnich latach dostawały poważne cięgi od Saracenów, uświadomiła krzyżowcom ich rzeczywistą wartość bojową.

Rozmowy Rajmunda z Aleksym I nie były łatwe i początkowo zakończyły się fiaskiem. Hrabia odmówił złożenia przysięgi, ponieważ obawiał się, że w ten sposób pogorszy sobie szczególne relacje z papieżem. Nie bez znaczenia był również fakt, że przysięga lenna zrównałaby go z innymi przywódcami wypraw krzyżowych, a w przyszłości mogła nawet uczynić hrabiego podwładnym Boemunda. Dla chorobliwie ambitnego Rajmunda było to rozwiązanie nie do przyjęcia, jednak jego opór nie trwał długo. Pozostali baronowie, którzy wcześniej stali się lennikami cesarza, zwłaszcza Gotfryd z Bouillon, zarzucili hrabiemu, że w imię własnych interesów naraża wyprawę na klęskę. Po pięciu dniach negocjacji Rajmund ustąpił, ale złożył przysięgę w nieco odmiennej formie, zobowiązał się bowiem do obrony życia i honoru cesarza oraz nieczynienia niczego, co uderzałoby w osobę władcy Bizancjum.

Dotarcie głównych sił Rajmunda pod Konstantynopol i przeprawa na drugą stronę Bosforu zajęło dwa tygodnie, podczas których hrabia spędził mnóstwo czasu na rozmowach w cztery oczy z Aleksym I. Dowiedział się wówczas, że cesarz nie zamierza nadawać Boemundowi żadnych przywilejów. Wydaje się, że opuszczając miasto, hrabia był niemal przyjacielem cesarza i na pewno mógł liczyć na jego poparcie w walce przeciwko przywódcy italskich Normanów.

Robert Krótkoudy, Stefan, hrabia Blois,
Robert II, hrabia Flandrii

Na czele ostatniej wielkiej armii zdążającej do Ziemi Świętej stało trzech rycerzy: Robert Krótkoudy, książę Normandii, syn Wilhelma Zdobywcy, Stefan, hrabia Blois oraz Robert II, hrabia Flandrii. Kierowana przez nich wyprawa wyruszyła z północnej Francji, Flandrii i Brabancji w drugiej połowie października 1096 r. Były to oddziały mniej liczne od wojsk Gotfryda z Bouillon, ale świetnie wyszkolone i zdyscyplinowane stanowiły jeden z najlepszych kontyngentów wojskowych I krucjaty. Krzyżowcy maszerowali przez Italię, skąd na Bałkany mieli udać się drogą morską. Robert flandryjski w Epirze znalazł się już na początku grudnia, natomiast dwaj pozostali przywódcy postanowili zimę spędzić na Półwyspie Apenińskim.

Hrabia Flandrii bez większych przygód dotarł do Konstantynopola i razem z towarzyszącymi mu baronami złożył przysięgę lenną cesarzowi Aleksemu I. Pozostałym przywódcom wyprawy wiodło się nieco gorzej. Czteromiesięczny pobyt we Włoszech mocno rozleniwił część rycerzy, którzy postanowili zrezygnować z dalszej drogi i powrócili do domów. Reszta udała się drogą morską na ziemie Bizancjum, ale dla niektórych wyprawa zakończyła się tragicznie, bowiem tuż po odbiciu od brzegu zatonął jeden z przeciążonych okrętów. W wyniku katastrofy zginęło 400 ludzi a część rycerzy z innych okrętów natychmiast przerwała krucjatę i wróciła do swoich posiadłości. Po dotarciu do Konstantynopola pod silną eskortą cesarskich wojsk obaj przywódcy zostali oczarowani przepychem dworu oraz bogatymi darami i z radością złożyli przysięgę lenną. W drugiej połowie maja 1097 r. ostatnia już armia krzyżowa została przetransportowana do Azji Mniejszej i udała się w ślad za pozostałymi grupami krzyżowców, by połączyć się z nimi w okolicach Nikei − pierwszej wielkiej twierdzy tureckiej na drodze do Jerozolimy.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek