Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Marsz przez Azję Mniejszą

Zdobycie Nikei

Jednym z głównych celów krzyżowców w azjatyckiej fazie kampanii było zabezpieczenie dróg prowadzących przez Azję Mniejszą do Ziemi Świętej, ponieważ pozostawienie Turków na tyłach maszerujących wojsk groziło przecięciem dróg komunikacyjnych i odcięciem zaopatrzenia. Wyparcie Seldżuków z obszarów Anatolii było na rękę także cesarzowi, dlatego też na tym etapie krucjaty nie mogło być jeszcze mowy o sporach dotyczących ewentualnych zdobyczy.

Pierwszą dużą twierdzą na drodze krzyżowców była Nikea (dzisiejszy İznik) − miasto, w którym w 325 r. odbył się pierwszy sobór powszechny, a od 1085 r. stolica sułtanatu Rum. Położone nad Jeziorem Askańskim miasto leżało na starym bizantyjskim szlaku wojskowym prowadzącym do Syrii i dlatego musiało zostać zdobyte przed wyruszeniem w dalszą drogę. Połączone siły krucjaty, wsparte przez oddział cesarskich saperów i specjalistów od zdobywania miast, stanęły pod twierdzą 6 maja 1097 r. w bardzo szczęśliwym dla nich momencie. Sułtan Kilidż Arslan był nieobecny, bowiem walczył na krańcu swego państwa z daniszmendzkimi książętami o panowanie nad Meliteną. Sułtan był spokojny o los swojej stolicy, zostawił w niej nawet ukochaną żonę, dzieci oraz pełny skarbiec. Turecki władca bagatelizował zagrożenie ze strony Franków, ponieważ parę miesięcy wcześniej łatwo uporał się z siłami Piotra Eremity i sądził, że tym razem będzie podobnie. Jego pewność została zachwiana dopiero po dotarciu do niego wieści o liczebności i świetnym wyposażeniu armii oblegającej Nikeę. Sułtan natychmiast odesłał na pomoc zagrożonemu miastu część sił, jednak z główną armią ruszył na odsiecz dopiero po załatwieniu spraw na wschodniej granicy.

Wojownicy seldżuccy

Wojownicy seldżuccy

W czasach I krucjaty Nikea była otoczona murem długim na sześć kilometrów, wzmocnionym 240 basztami rozmieszczonymi w taki sposób, że na całej długości umocnień nie było martwych pól. Siły krzyżowców były zbyt szczupłe do szczelnego otoczenia twierdzy, dodatkowo, z powodu braku łodzi, nie mogło być mowy o blokadzie miasta od strony jeziora. Na północ od stolicy sułtanatu stanęli rycerze z Lotaryngii, wschodnią część murów zablokowali Normanowie Boemunda, a południowego odcinka strzegli ludzie Rajmunda z Tuluzy (przybyli dopiero 16 maja). Wysłane przez Kilidż Arslana posiłki mogły przedrzeć się do miasta przed przybyciem wojsk hrabiego Saint-Gilles, jednak tak się nie stało. Jako ostatni pod oblężone miasto przybyli 3 czerwca Stefan z Blois i Robert z Normandii.

Pod koniec maja na pomoc oblężonemu miastu przybyła główna armia Kilidż Arslana I. Sułtan nie silił się na żadne taktyczne rozwiązania lecz zaatakował frontalnie prosto z marszu, licząc na łatwe zwycięstwo. Frankowie srodze go jednak zawiedli. Mimo kilkukrotnej przewagi wroga ciężkozbrojne rycerstwo z Europy Zachodniej zdołało utrzymać szyki i nie dopuściło wroga do przebicia się do Nikei. Doskonali w wojnie podjazdowej, pozorowanych odwrotach i walce strzeleckiej Turcy, w twardym boju w zwarciu nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Po kilku godzinach zaciętych zmagań sułtan odwołał swoje wojska i wycofał się w góry w celu uzupełnienia strat i poczekania na dogodny moment do ponownego uderzenia. W bitwie pod Nikeą wyróżnili się dowodzący prawym skrzydłem biskup Le Puy oraz czyniący prawdziwe spustoszenie w największej gęstwinie wrogów Rajmund IV. Zwycięstwo krzyżowców nad liczniejszym wrogiem wywołało w ich obozie niesamowity entuzjazm − atmosfery radosnego uniesienia nie psuł nawet fakt bardzo wysokich strat poniesionych w bitwie.

Rozbicie odsieczy pozwoliło krzyżowcom skoncentrowanie niemal wszystkich sił na oblężeniu. Pod jedną z baszt udało się wykonać podkop i zniszczyć część umocnień, ale wdarciu się Franków do miasta przeszkodziły ciemności nocy, a przed świtem Turcy zaryglowali powstały wyłom. Po pewnym czasie krzyżowcy zauważyli, że twierdza jest zaopatrywana od strony jeziora, baronowie zostali więc zmuszeni do poproszenia cesarza o pomoc przy pełnej blokadzie twierdzy. Aleksy I od początku wiedział, że bez blokady jeziora oblężenie nie ma szans powodzenia, ale wysłał swoje łodzie dopiero na wyraźną prośbę baronów, by uzmysłowić im, jak mocno są uzależnieni od pomocy Greków.

Odcięcie ostatniej drogi dowozu zaopatrzenia przekonało Turków, że upadek miasta jest kwestią czasu, rozpoczęli więc tajne rozmowy z cesarskim wysłannikiem, Butumitesem, na temat warunków kapitulacji. Rozmowy trwały kilka dni, ale na wiadomość o wyznaczonym na 19 czerwca szturmie generalnym Turcy zdecydowali się przyjąć cesarskie warunki. Przed świtem wojska greckie weszły do miasta, co w obozie krzyżowców wywołało ogromne rozgoryczenie. Frankowie czuli się zdradzeni przez cesarza, który po siedmiu tygodniach oblężenia tuż przed szturmem potajemnie dogadał się z niewiernymi, pozbawiając rycerzy szansy zdobycia rekompensaty za poniesione trudy i stracony czas w postaci bogatych łupów. Jeszcze gorzej przyjęto sposób potraktowania tureckich jeńców. Wyższych urzędników i dowódców wojskowych po zapłaceniu okupu Grecy wypuścili na wolność, a rodzinę sułtana z królewskimi honorami przewieźli do Konstantynopola, by później bezpiecznie odstawić do męża bez żadnej zapłaty. Gniew krzyżowców cesarz załagodził wydając szeregowym żołnierzom dodatkowe racje żywnościowe, a przywódcom − góry złota z sułtańskiego skarbca. Szczodre dary wywarły na baronach ogromne wrażenie, wielu z nich (m.in. najbardziej nieprzejednany do tej pory Tankred) dopiero teraz zgodziło się złożyć hołdowniczą przysięgę.

Bitwa pod Doryleum

Tydzień po zdobyciu Nikei wzmocniona oddziałem greckim pod dowództwem Tatikiosa armia krzyżowa wyruszyła w dalszą drogę. Szlak prowadził przez Doryleum w pobliżu Filomelionu, gdzie rozdzielał się na trzy drogi prowadzące do Wrót Cylicyjskich. Doszło tam do jednej z najdramatyczniejszych bitew całego okresu wypraw krzyżowych, bowiem w rozległej dolinie przyczaiła się potężna armia Kilidż Arslana I, oczekując niespodziewającego się niebezpieczeństwa przeciwnika. Parę dni jakie upłynęły od bitwy pod Nikeą sułtan poświęcił na zebranie rozbitych oddziałów i zapewnienie sobie wsparcia Turków kapadockich prowadzonych przez emira Hasana oraz pomocy emira daniszmendzkiego. Sułtan nie był już pewny sukcesu, jak jeszcze kilka dni wcześniej, ale wierzył, że element zaskoczenia i ogromna przewaga liczebna zapewnią mu zwycięstwo.

O świcie 1 lipca 1097 r. na schodzących z przełęczy krzyżowców Boemunda i rycerzy z Normandii spadł atak tureckich hord. Przywódca Normanów nie stracił zimnej krwi i w pierwszych chwilach bitwy rozkazał utworzyć z namiotów coś na kształt muru obronnego w kształcie nieregularnego koła, polecił bezbronnym cywilom schronić się w środku oraz, co najważniejsze, wysłał do idących z tyłu pozostałych armii krzyżowych gońców z prośbą o jak najszybsze przyjście z pomocą. Zanim jednak na miejsce zasadzki przybyły posiłki, żołnierze Boemunda przez kilka godzin musieli rozpaczliwie walczyć o życie z przeważającym liczebnie wrogiem.

Bitwa pod Doryleum

Bitwa pod Doryleum

Turcy zastosowali swoją ulubioną taktykę: oddziały pieszych i konnych łuczników podchodziły na odległość strzału, zasypywały obrońców gradem strzał, a po wyczerpaniu pocisków robiły miejsce następnym żołnierzom. W ten sposób godzina po godzinie ostrzeliwane szeregi krzyżowców stopniowo topniały, nie wyrządzając Turkom praktycznie żadnej szkody. Boemund obawiał się, że przy istniejącej dysproporcji sił jakakolwiek akcja ofensywna może skończyć się rozerwaniem szyku i masakrą jego oddziału. Tylko nieliczni rycerze nie posłuchali jego rozkazu i rzucili się na zastępy niewiernych, ale atak, zgodnie z przewidywaniami, zakończył się kompletną porażką. W pewnym momencie wydawało się, że wojsko sułtana samym ostrzałem wybije lub w najgorszym razie zmusi do poddania się krzyżowców, co oznaczało śmierć lub hańbiącą niewolę. Cienkie szeregi zakutych w żelazo Normanów odpierały z ogromnym trudem wzmagający się napór wroga, ale w upalnym lipcowym słońcu zaczęło brakować im sił. Na prawym skrzydle tureckim szyki chrześcijan zostały ostatecznie rozerwane i los armii byłby niechybnie przesądzony, gdyby nie przybycie w ostatniej niemal chwili upragnionych posiłków.

Pierwsze na pole bitwy pod Doryleum przybyły oddziały Gotfryda z Bouillon oraz Hugona, hrabiego Vermandois, a w następnej kolejności liczni rycerze Rajmunda IV. Nagłe pojawienie się świeżych oddziałów wroga było dla Turków, święcie do tej pory przekonanych, że walczą z całą armią krzyżową, ogromnym szokiem. Posiadający w dalszym ciągu przewagę liczebną muzułmanie mieli jeszcze szansę na zwycięstwo, jednak stracili ducha walki, co przesądziło o ich losie. Poza tym w krytycznym dla Turków momencie w ich kołczanach zabrakło strzał, nie byli więc w stanie zatrzymać prowadzonej z ogromnym impetem szarży połączonych sił chrześcijan. Próbowali jeszcze walczyć przez pewien czas, ale widok nadciągającego na ich tyłach następnego oddziału krzyżowców, który w oczach Seldżuków urósł do ogromnej armii, ostatecznie załamał morale wyznawców Proroka. Front wojsk Kilidż Arslana pękł niczym mydlana bańka, a przerażeni żołnierze rzucili się do panicznej ucieczki.

Nie znamy poniesionych w bitwie pod Doryleum przez obie armie strat, możemy jednak przypuszczać, że większość zabitych i rannych stanowili Turcy. Szczególnie wysokie straty wojska sułtana musiały ponieść w ostatniej fazie bitwy i podczas bezładnej ucieczki. Zginęło lub zostało rannych wielu krzyżowców, szczególnie z oddziałów Boemunda i Roberta, księcia Normandii, które przez wiele godzin odpierały znacznie liczniejszego przeciwnika. Wiemy, że wśród znaczniejszych rycerzy polegli m.in. Onufry z Monte Scabioso, Robert z Paryża, oraz brat Tankreda, Wilhelm.

Druga z rzędu porażka Kilidż Arslana I oznaczała koniec jego kariery politycznej i potęgi militarnej. Sułtan całkowicie utracił wiarę w pokonanie armii krzyżowej i jedyne na co się zdobył w przyszłości to spustoszenie ziem, przez które miał przechodzić pochód chrześcijan. Pokonany władca sułtanatu Rum zaszył się potem w niedostępnych górach i zniknął z kart historii.

Droga do Antiochii

Przez dwa kolejne dni dowódcy wyprawy naradzali się nad wyborem dalszej drogi. Mieli do wyboru trzy trasy: szlak wojskowy, drogę przez pustynię lub marsz u podnóży gór na południe od pustyni. Najkrótsza droga wiodła przez pustynię, ale wędrówka dziesiątek tysięcy ludzi przez rozpalone słońcem, pozbawione źródeł wody obszary, musiała zakończyć się śmiercią wielu z nich. Zrezygnowano z tej drogi, podobnie jak z marszu wchodzącym głęboko w tereny emirów tureckich i daniszmendzkich szlakiem wojskowym. Wybór tej opcji wiązał się z ryzykiem stoczenia wielu krwawych starć, co w najlepszym razie mogło skończyć się znacznym osłabieniem armii. Wybór padł więc na drogę prowadzącą u podnóża gór − przewodników dostarczył Tatikios. Mając w pamięci ostatnią bitwę, baronowie postanowili iść jedną grupą.

Krzyżowcy minęli niezniszczoną przez Turków Antiochię Pizydyjską, w której uzupełnili zapasy wody i żywności, po czym, górskimi przełęczami, udali się w stronę Filomelionu. Za miastem rozpoczynał się najtrudniejszy z dotychczasowych odcinków: marsz przez odludne, gorące tereny. Lipcowy upał dawał się we znaki wszystkim, ale szczególnie odzianym w metalowe pancerze rycerzom. Dręczona głodem i pragnieniem armia krzyżowa przypominała raczej pochód widm. Trasę przemarszu znaczyły ciała setek najsłabszych uczestników wyprawy, głównie starców, kobiet i dzieci, idących jednak niezmordowanie naprzód w ogromnym religijnym uniesieniu. W połowie sierpnia wyczerpana armia chrześcijan dotarła do Ikonium, za którym rozpościerała się dolina Meram. Bogata w roślinność, poprzecinana licznymi strumieniami dolina wydała się krzyżowcom rajskim ogrodem. Kilkudniowy odpoczynek pozwolił pielgrzymom odzyskać stracone siły. Wyzdrowiał nawet hrabia Saint-Gilles, który podczas przemarszu przez pustkowia przechodził akurat bardzo ciężką chorobę.

Góry Taurus

Góry Taurus

Wypoczęta i zaopatrzona w ogromne zapasy wody armia Franków ruszyła w stronę Heraklei, gdzie stały wojska emira Hasana i emira daniszmendzkiego. Muzułmanie, obawiając się o swoje kapadockie posiadłości, postanowili stanąć krzyżowcom na drodze. Liczyli, że sama ich obecność zniechęci chrześcijan do ataku i zmusi wroga do zmiany trasy. Przeliczyli się. Porywczy jak zawsze Boemund prosto z marszu rzucił się do ataku, ale Turcy wycofali się bez walki. Przez cztery kolejne dni krzyżowcy stali w Heraklei. Doszło tam do ważnych rozstrzygnięć. Po raz kolejny postanowiono podzielić siły, prawdopodobnie dlatego, że baronowie nie potrafili wspólnie wybrać dalszej drogi do Antiochii. Z jednej strony w rachubę wchodziła droga przez Góry Taurus i Wrota Cylicyjskie, a następnie Wrotami Syryjskimi do Antiochii, z drugiej − dłuższy lecz łatwiejszy szlak przez Cezareę Kapadocką, Antytaurus, Marasz i Wrota Amańskie. Drugą opcję zalecał Tatikios, ale z tego powodu spotkała się ona z ostrą krytyką, przeciwny jej był zwłaszcza wrogo nastawiony do cesarza Tankred oraz Baldwin. Ci dwaj wodzowie razem kilkoma tysiącami żołnierzy wybrali wariant pierwszy.

Około 10 września podzielona na trzy grupy armia krzyżowa (Tankred i Baldwin wyruszyli osobno) opuściła Herakleę. Siły główne w okolicach miasta Augustopolis stoczyły zwycięską bitwę z wojskami Hasana, lecz mimo sukcesu krzyżowcy nie zdecydowali się na zdobycie położonego w pobliżu zamku emira. Opanowali natomiast cały okoliczny teren i przekazali go ormiańskiemu wielmoży Symeonowi, lennikowi Aleksego I. Pod koniec miesiąca krucjata dotarła do spustoszonej przez Turków Cezarei. Całkowity brak wody i zapasów w mieście uniemożliwił zatrzymanie się w nim na dłuższy odpoczynek. Następnym celem była oblegana przez wojska daniszmendzkie Komana. Na widok zbliżających się armii krzyżowych muzułmanie odstąpili od oblężenia. Krzyżowcy rzucili się w pościg, lecz ciężkozbrojna konnica nie miała najmniejszych szans dogonić ruchliwych przeciwników i wróg uszedł bez szwanku. Namiestnikiem Komany z polecenia Tatikiosa został Prowansalczyk Piotr z Aulps. Fakt ten świadczy o tym, że w tym momencie krucjaty rosnąca wrogość między Grekami a Frankami była jeszcze do przezwyciężenia.

Kolejnym etapem wędrówki był Kokson. Ormiańska ludność miasta przyjęła krzyżowców bardzo życzliwie. Trzydniowy odpoczynek był maszerującym pielgrzymom na rękę, gdyż czekał ich najtrudniejszy odcinek − droga przez góry Antytaurus. Przed siłami głównymi wyruszył wysłany przez Rajmunda oddział 500 zbrojnych, który miał zająć bez walki rzekomo niebronioną Antiochię. Plotka okazała się fałszywa, lecz nieskonsultowany z innymi przywódcami postępek hrabiego Saint-Gilles został oceniony negatywnie, a Boemund uznał go za chęć zdobycia miasta wyłącznie dla siebie.

Droga wąskimi ścieżkami górskimi okazała się niezwykle niebezpieczna i pochłonęła więcej ofiar niż wszystkie dotychczasowe bitwy razem wzięte. Za górami czekała na chrześcijan rozległa dolina z ormiańskim miastem Marasz. Był to ostatni przystanek przed Antiochią, oddaloną o niecały tydzień marszu. 20 października 1097 r. główne siły krzyżowców dotarły do bronionego Żelaznego Mostu, skąd do Antiochii pozostało zaledwie kilka godzin forsownego marszu. Most bronił przejścia przez Orontes i był wysuniętą placówką na dalekim przedpolu miasta. Placówka była silnie umocniona i obsadzona liczną załogą. Krzyżowcy prowadzeni przez biskupa Le Puy uderzyli prosto z marszu z takim impetem, że zaskoczeni Turcy nie potrafili odeprzeć ataku i przepuścili wroga na drugi brzeg rzeki. 21 października, po czterech miesiącach od opuszczenia Nikei, prowadzona przez Boemunda awangarda wojsk krzyżowych dotarła pod mury Antiochii. Siły główne przybyły tam dzień później.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek