Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Kampania 1187 r.

Potyczka przy Sadzawce Cresson

W marcu 1187 r. sułtan ogłosił dżihad i wezwał pod Damaszek wojska lenników. Z Egiptu przybył brat Saladyna, Al-Adil, z Aleppo Taki ad-Din. W tym czasie wielu pielgrzymów wracało do domów z Mekki i sułtan, w obawie o ich bezpieczeństwo, ruszył z niewielkimi siłami pod Kerak de Moab. 26 kwietnia muzułmanie dotarli pod fortecę i zaczęli plądrować Zajordanię.

Tymczasem 30 kwietnia do przebywającego w Tyberiadzie Rajmunda przybył poseł od syna Saladyna, Al Afdala, z prośbą o zgodę na przemarsz wojsk przez Galileę następnego dnia. Muzułmanom chodziło zapewne o zrobienie zwiadu na ziemiach króla w okolicach Akry. Hrabia Trypolisu czuł się zakłopotany tą prośbą, ale ze względu na rozejm z sułtanem wyraził zgodę, prosząc jednak posła, by wojska opuściły jego ziemie przed zachodem słońca. Rajmund rozesłał po okolicy ludzi informujących o przejeździe muzułmańskiego oddziału i zalecających mieszkańcom pozostanie w domach. W zamku La Féve informatorzy spotkali się z poselstwem zmierzającym do Tyberiady w celu pojednania Rajmunda z Gwidonem.

Templariusze

Templariusze

Traf chciał, że kilka dni wcześniej poselstwo opuścił Balian z Ibelinu, który udał się załatwić ważne sprawy w Nabulusie. Balian miał ponownie dołączyć do grupy właśnie w La Féve, ale w drogę wyruszył 30 kwietnia i mógł przybyć do zamku dopiero następnego dnia. Brak na miejscu rozsądku Ibelina miał doprowadzić do tragedii. Gdy Gerard de Ridefort dowiedział się o przejeździe w pobliżu oddziału Saracenów, natychmiast nabrał ochoty na walkę, bowiem w oddalonej o zaledwie siedem kilometrów od La Féve wiosce Kakun przebywał marszałek templariuszy, Jakub de Mailly, z oddziałem 90 rycerzy zakonnych. Wezwani przez mistrza rycerze przybyli pod zamek i rozłożyli się obozem pod jego murami. Roger des Moulins próbował nakłonić Gerarda do poniechania ataku, lecz mistrz templariuszy postawił na swoim. 1 maja oddział przybył do Nazaretu, gdzie dołączyło do niego 40 świeckich rycerzy. Przed opuszczeniem miasta Gerard zaproponował mieszkańcom, by udali się za wojskiem po bogate łupy. Arcybiskup Tyru nie był tak pewny zwycięstwa i postanowił zostać w Nazarecie.

Z pobliskiego wzgórza krzyżowcy wypatrzyli wroga pojącego konie przy Sadzawce Cresson. Już na pierwszy rzut oka widać było wyraźną przewagę muzułmanów. Oddział krzyżowców składał się ze 140 rycerzy, 400 piechurów i kilkudziesięciu turkopoli. Źródła historyczne mówią o kilku tysiącach wyznawców Allacha, lecz prawdopodobnie było tam 700 mameluków. Mistrz joannitów i marszałek templariuszy proponowali Gerardowi odwrót, ale ten ponownie nie chciał o tym słyszeć.

Potyczka przy Sadzawce Cresson

Potyczka przy
Sadzawce Cresson

Bitwę rozpoczęła szarża łacinników. Kompletnie zaskoczeni muzułmanie zdołali odeprzeć atak i po opanowaniu zamieszania przeszli do kontrataku. Pozostawiona daleko w tyle piechota Franków nie zdołała dotrzeć na czas do otoczonych rycerzy. Przeważający liczebnie mamelucy w ciągu kilkunastu minut wycięli niemal cały oddział ciężkozbrojnej konnicy. Zginęli niechętni atakowi wielki mistrz szpitalników oraz marszałek templariuszy. Z pogromu ocalało zaledwie trzech rycerzy, w tym Gerard de Ridefort, sprawca klęski. Mamelucy rozbili piechotę, wzięli do niewoli skuszonych wizją łupów mieszkańców Nazaretu i przed nocą wycofali się za Jordan.

Śmierć stu doświadczonych rycerzy i kilkuset ciężkich piechurów tuż przed bitwą z całą armią Saladyna była dla Królestwa Jerozolimskiego poważną stratą, ale z pewnością nie miała decydującego wpływu na wynik starcia ponad pięćdziesięciu tysięcy ludzi pod Hattin. Ważniejszą konsekwencją klęski chrześcijan było pojednanie Rajmunda z Gwidonem. Wielu łacinników, w tym część żołnierzy hrabiego Trypolisu, zarzuciło mu zdradę i przejście na islam. Ludziom nie mieściło się w głowie, że prawdziwy chrześcijanin mógł pozwolić na przemarsz przez swoje ziemie oddziału muzułmanów, na masakrę na tychże ziemiach rycerzy zakonnych i na uprowadzenie w niewolę poddanych. W sprawę włączył się sam patriarcha Jerozolimy, grożąc Rajmundowi ekskomuniką i unieważnieniem małżeństwa. Zdruzgotany ostatnimi wydarzeniami Rajmund uległ naciskom, pokajał się, poprosił o wybaczenie, zerwał rozejm z Saladynem i wyjechał do Jerozolimy. Król przyjął hrabiego z otwartymi ramionami, ale niektórzy, w tym Gerard de Ridefort i Renald de Châtillon, wciąż uważali go za zdrajcę. Monarcha nie miał jednak innego wyjścia. Nad Jordanem zbierała się potężna armia Saladyna i do obrony Królestwa potrzebny był każdy żołnierz.

Seforia i Tyberiada

Pod koniec maja Gwidon wezwał pod Akrę wojska wszystkich lenników. Na miejsce przybyli Rajmund z czterema pasierbami, Renald z Sydonu, pan Cezarei Walter Garnier, Balian z Ibelinu, Onufry z Toronu, Renald de Châtillon oraz szpitalnicy i templariusze. Ponad to król otrzymał od templariuszy złoto przekazane na krucjatę przez Henryka II, za które wynajęto oddział walczący pod sztandarami angielskiego monarchy. W zamkach templariuszy w Safet, Tortosie, Gazie i Jerozolimie pozostały tylko nieliczne załogi. Nieobecny pod Akrą był Boemund z Antiochii, który obiecał przysłać swój oddział, a póki co nakazał synowi dołączenie do hrabiego Trypolisu. Na miejscu koncentracji łacinników zabrakło też patriarchy Jerozolimy. Herakliusz wymówił się chorobą, lecz złośliwi twierdzili, że chodziło raczej o chęć zostania z kochanką. Prawdziwy Krzyż trafił w ręce przeora kościoła Świętego Grobu z poleceniem przekazania relikwii biskupowi Akry.

Kawalerzysta ghulam

Kawalerzysta ghulam

Saladyn liczył na to, że krzyżowcy postanowią zmierzyć się z nim w Zajordanii, wycofał więc wojska oblegające Kerak de Moab i z całością sił stanął pod Damaszkiem. Przegląd wojska odbył się pod koniec czerwca w Tasil. Przemowa sułtana została przez żołnierzy przyjęta z entuzjazmem. Podczas narady z dowódcami Saladyn wyraził chęć stoczenia walnej bitwy przed rozejściem się wojsk. Sułtan uznał, że tak doskonała okazja do pokonania wszystkich Franków może się szybko nie powtórzyć. Dowództwo nad prawym skrzydłem armii objął Taki ad-Din, nad lewym Kukburi, a komendę nad centrum sprawował Jusuf. 26 czerwca muzułmanie ruszyli w kierunku Galilei i rozłożyli obóz w Chifsin na Wzgórzach Golan. W stronę Nazaretu, Tyberiady i Góry Tabor skierowały się tylko niewielkie podjazdy. Następnego dnia armia Saladyna minęła Al Kawani na południe od Jeziora Genezaret i zatrzymała się w pobliżu wioski Sinnabra, a dwa dni później obozowała pod osadą Kafr Sabt, przez krzyżowców zwaną Cafarsset.

Tymczasem Frankowie debatowali nad wyborem najlepszej strategii. Rajmund uważał, że atak muzułmanów na umocniony obóz musi zakończyć się zwycięstwem obrońców, dlatego Saladyn będzie dążył do stoczenia bitwy w polu. Hrabia Trypolisu zalecał przeczekanie w bezpiecznym miejscu do czasu, aż sułtan zostanie zmuszony do rozpuszczenia części armii. Większość możnych uznała ten plan za rozsądny, odmiennego zdania byli natomiast Gerard de Ridefort i Renald de Châtillon. Obaj rycerze oskarżyli Rajmunda o tchórzostwo oraz zaprzedanie się Saracenom i zalecali jak najszybsze wyjście naprzeciw armii Saladyna, nie bacząc na niesprzyjające warunki klimatyczne: lato 1187 r. było bardzo upalne, co na pewno nie pomagało odzianym w ciężkie pancerze łacinnikom. Nieprzekonany przez żadną ze stron Gwidon wahał się, by w końcu ruszyć pod Seforię, dokąd armia dotarła 29 czerwca. Miejsce to obfitowało w źródła wody i łąki do wypasu wierzchowców, więc świetnie nadawało się na założenie umocnionego obozu.

Saladyn ruszył pod Seforię z nadzieją wywabienia krzyżowców z obozu, ale ci twardo trwali na umocnionych pozycjach. Sytuacja zaczęła więc przypominać tę z 1183 r., kiedy to sułtan bezskutecznie oblegał armię Franków w obozowisku nad Źródłem Goliata i ostatecznie musiał zwinąć oblężenie. Tym razem doświadczony wódz miał jednak w zanadrzu rezerwowy plan. Saladyn wyszukał w okolicy dogodne miejsce do stoczenia bitwy, a następnie kazał wojsku uderzyć na Tyberiadę. W przeprowadzonym 2 lipca ataku wzięła udział głównie piechota i machiny oblężnicze, natomiast Jusuf osłaniał całą operację stojąc z mamelukami w Cafarsset. Zredukowany niemal do zera garnizon Tyberiady oddał miasto bez walki, a kierująca obroną żona Rajmunda, Eschiva, wraz z garstką zbrojnych wycofała się do cytadeli.

Tego samego dnia do obozu krzyżowców przybył goniec wysłany przez Eschivę z wiadomością o ataku muzułmanów na Tyberiadę. Na zwołanej przez Gwidona naradzie czterej synowie Rajmunda błagali o pomoc dla matki i pewnie tak by się stało, bo większość rycerzy wczuła się w rolę i natychmiast chciała ruszać na pomoc niewieście, jednak wszystkich powstrzymał Rajmund. Hrabia oznajmił, że zagrożone są jego żona i włości, więc to on najwięcej straci w przypadku utraty miasta, ale mimo to nie zgodził się na opuszczenie obozu. Rajmund tłumaczył swoją decyzję tym, że pod Seforią wojsko miało pod dostatkiem wody i zapasów, a marsz przez pustkowie w lipcowym skwarze sprowadzi na armię zgubę, co doprowadzi do upadku królestwa. Możni po raz kolejny zgodzili się z rozsądną argumentacją pana Trypolisu i opowiedzieli się za pozostaniem na miejscu.

Przebieg kampanii 1187 r.

Przebieg kampanii 1187 r.

W nocy do króla przyszedł Gerard de Ridefort, który tradycyjnie nie zgadzał się z Rajmundem. Mistrz templariuszy przekonywał Gwidona, że pozwolenie Saracenom na zdobycie tak ważnego miasta, gdy w pobliżu stacjonuje cała armia Królestwa Jerozolimskiego, okryje wszystkich rycerzy, a najbardziej samego króla, hańbą. Gwidon dobrze pamiętał wydarzenia z 1183 r. i ich następstwa. Wówczas przez niezdecydowanie w obozowisku nad Źródłem Goliata okrył się niesławą i utracił urząd regenta. Teraz dochodziła jeszcze sprawa pieniędzy Henryka II. W jakiś sposób król musiał wytłumaczyć ich wydanie, a walna bitwa z muzułmanami świetnie się do tego nadawała.

Z tych czy innych powodów król wydał rozkaz wymarszu, zrobił to jednak dopiero 3 lipca rano, przez co wojsko nie zdążyło zrobić niezbędnych na drogę przez pustynię zapasów wody, a tabory, dla przyśpieszenia marszu, zostawiono w Seforii. Nierozumiejący nagłej zmiany rozkazów żołnierze próbowali przekonać Gwidona do odwołania decyzji, ale król się uparł i podtrzymał rozkaz wymarszu. Krzyżowców czekał wielokilometrowy pochód przez pustynny płaskowyż w lipcowej spiekocie, pojawiły się też niekorzystne znaki, więc morale wojska było niskie. Po obozie rozeszły się plotki, że konie nie chciały pić wody, a niedługo po opuszczeniu Seforii napotkano arabską kobietę i wzięto ją za czarownicę. Przesądni rycerze spróbowali spalić nieszczęsną starowinkę na stosie, ale ogień się jej nie imał, więc ktoś musiał rozpłatać babci głowę siekierą. „Czarownica”pożegnała się z życiem, ale złe wrażenie pozostało i jeszcze bardziej obniżyło morale Franków.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek